sobota, 8 września 2018

ROZDZIAŁ 33

Następne dni mijały dość szybko. Nikt jak na razie ani razu nie wspomniał o temacie który został poruszony podczas zebrania. Ja i Katherine postanowiliśmy dać sobie jeszcze jedną szansę. Jak na razie wszystko układa się po naszej myśli i mam nadzieję, że będzie już tak na wieczność. Kiedy się budzę to zapach jej perfum drażni moje nozdrza, uwielbiam ten zapach i fakt że jest do kogo się przytulić. Nie oznacza to jednak że zapomniałem o Pauli, nawet gdybym chciał to bym nie był w stanie. Paula znaczyła dla mnie zbyt wiele żebym mógł o niej zapomnieć. Katherine ma tą świadomość że jej nie dorównała i nigdy tego nie zrobi, jednak jej to nie przeszkadza i cieszy mnie to. Wbrew temu co wszyscy sądzą, Katherine to dobra kobieta, która w przeszłości doznała ogromnej krzywdy, co zaważyło na tym kim się później stała. Miałem wiele okazji by ją poznać i wiem jaka jest na prawdę pod tą całą skorupą twardej suki. Odnalazłem przy niej szczęście i mam nadzieję, że reszta moich bliskich to zaakceptuje. Razem z Katherine postanowiliśmy zaplanować wyprawy do pozostałych osad, jednak nie odbędą się one w tym samym czasie, ponieważ mocniejsi jesteśmy tylko wtedy kiedy trzymamy się razem. Zaczniemy od osady na Alasce. Wyruszymy za 3 dni. Dziś zwołam zebranie na którym przedstawione zostaną szczegóły całej wyprawy. Liczę na to że nie dojdzie do walki. Dosyć już stoczyliśmy walk we własnych interesach oraz w obronie osady i tych na których nam zależy. Teraz trzeba robić wszystko by utrzymać się na świecie bez strat i nie dać światu możliwości odkrycia istnienia naszych gatunków. Nasze życie zależy tylko od nas samych i od tego jak je sobie zaplanujemy chociaż w pewnym przedziale czasu.
-O czym tak myślisz Elijah?-usłyszałem zaspany głos mojej kobiety, co wybiło mnie z moich przemyśleń.
-O życiu moja droga, o życiu.-odpowiedziałem
-Elijah Mikaelson zawraca sobie głowę czymś takim jak życie? Nie wierzę.
-To uwierz moja droga, czasem nawet ja mam chwile, w których zastanawiam się nad swoim życiem i zadaję sobie pytanie co by było gdyby.
-Daj spokój skarbie, dziś ważny dzień. Zaplanujemy wyprawę która może zmienić nasze życie oraz mieszkańców Wodogrzmotów Cienia.
-Wow Katherine a od kiedy ciebie to obchodzi?
-Wiesz wydarzenia w ostatnim czasie, na serio mnie zmieniły. Sama w to nie wierzę ale moje człowieczeństwo chyba do mnie wraca. Dzięki tobie i mojej córce mam dla kogo się zmienić i dla kogo żyć uczciwie.
-Cieszę się że doczekałem takiej chwili. Jestem z ciebie dumny.
-Dobra dosyć tych sentymentów, czas wstawać i zwołać radę.
Dwie godziny później rozpoczęła się rada. Plan został ustalony i zatwierdzony przez wszystkich. Nazajutrz wyruszamy na Alaskę. Mam nadzieję że nie czekają nas tam żadne niespodzianki i nieprzyjemne sytuacje. Wyruszymy o świcie 20 osobową grupą. Elena i Tatia są sceptycznie nastawione do tego pomysłu, lecz Bonnie i Davina są pewne że wszystko nam się uda więc musimy w to wierzyć.

2 dni później

Wyruszyliśmy bladym świtem gdy większość Wodogrzmotów Cienia pogrążona była we śnie. Przed nami było 5h drogi. Nie przewidywaliśmy po drodze żadnych przerw. Szliśmy w parach i tak było nam wygodniej, każdy mógł przebywać z kim chciał lub dołączyć do innych. Po jakichś 2 godzinach drogi Bonnie stanęła jak wryta i nie mogliśmy do niej dotrzeć w żaden sposób. Po jakichś 10 minutach wróciła do nas. Elena znalazła się przy niej jako pierwsza.
-Bonnie co się stało? Wszystko z tobą w porządku?-zapytała przerażona.
Bonnie spojrzała na mnie pustym wzrokiem.
-Widziałam ją...Widziałam ją Elijah.-powiedziała pół głosem.
-Osadę?-zapytałem.
-Ją też ale nie chodzi mi o to że ją zobaczyłam, tylko kogo w niej zobaczyłam.
-No mów kogo?
-Widziałam wszystkich tych których kochaliśmy, tych którzy odeszli z tego świata. Była tam...ona też tam była. Paula jest w tej osadzie.
-To niemożliwe, przecież ona nie żyje, a druga strona została zniszczona.
-Widocznie nie do końca.
-Czy był tam ktoś żywy?
-Nie same duchy zmarłych. Trochę to dziwne, bo wcześniej miałam niewyraźne przebłyski tej osady, a teraz widziałam wszystko tak jakbym tam była. Musieliśmy przekroczyć jakąś barierę, a to oznacza, że osada jest bliżej niż nam się wydawało. Musimy się mieć na baczności.
-W tym miejscu pokojowe nastawienie prysło.-odezwał się Klaus.
-Klaus nawet nie myśl o ataku.-powiedziała stanowczo Rebeka.
-Droga siostro wybacz ale kiedy w grę wchodzą duchy to nigdy nie zwiastuje nic dobrego a już na pewno gdy w grę wchodzi cała osada, która bóg wie jak wielka jest.
-Mówię to niechętnie ale Klaus ma rację.-wtrąciła Elena.-Jeśli mamy przetrwać to musimy zaatakować. Jeśli faktycznie przekroczyliśmy jakąś barierę to mogliśmy włączyć alarm, a jeśli nie to mamy element zaskoczenia, który powinniśmy wykorzystać najlepiej jak się da.
-Sobowtór dobrze mówi-odparł Kol.
-Zgadzam się z Eleną.-dodała Katherine.-Jeżeli nie chcemy ponieść strat to musimy zaatakować póki mamy na to szansę. Elijah ty zdecyduj.
Po tych słowach wszyscy skupili swój wzrok na mnie.
-Cóż...nie ma co ukrywać że czegoś takiego się nie spodziewaliśmy i nie wiem co robić, lecz Elena miała sporo racji w tym co powiedziała, więc chyba tak zrobimy. To jak na razie najrozsądniejsze rozwiązanie jakie mamy.-oznajmiłem.
-Chodźcie tu wszyscy szybko!-usłyszałem krzyk Rebeki
Pobiegliśmy do niej, a gdy tam dotarliśmy zobaczyliśmy naprzeciwko niej kilkanaście duchów.
-O mój boże!-krzyknęły Elena i Bonnie jednocześnie
-To nie może być ona, ona zginęła lata temu.-powiedziała przez łzy Elena podchodząc z Bonnie do ducha młodej blond dziewczyny.
-Caroline? Czy to na prawdę ty?-odezwała się Bonnie do ducha blondynki.
Duch spojrzał na nią i na Elenę. Twarz dziewczyny przeszedł uśmiech.
-Bonnie? Elena? Wy mnie widzicie?-powiedział delikatnie duch dziewczyny.
-Tak, tak. O mój boże Caroline to na prawdę ty, ale jak to możliwe, przecież ty zginęłaś w wypadku samochodowym z twoją mamą wieki temu.-powiedziały przez łzy.
-Elena Bonnie ja sama nie wiem co się ze mną stało, zanim zniszczono drugą stronę byłam ciągle przy was, chroniłam was przed złem ale potem stało się co się stało i znalazłam się tutaj.
-Caroline  siedź cicho, to może być jakaś sztuczka lub podstęp aby nas złamać.-powiedział jeden z duchów.
Tego głosu nie dało się pomylić z żadnym innym. Gdy on rozbrzmiał, to od razu poczułem uścisk ręki Katherine na moim ramieniu.
-To chyba jakiś żart.-powiedziałem.
Duch chyba mnie usłyszał bo wystąpił z szeregu. Piękna dziewczyna o uroczej twarzy, niska czarnulka z pięknym uśmiechem. Z wrażenia nie wiedziałem co powiedzieć, po prostu wyszedłem z uścisku Katherine i podszedłem do niej.
-Paula.
-Elijah
-Jaja sobie robicie?-usłyszałem Katherine.

niedziela, 15 kwietnia 2018

ROZDZIAŁ 32

Od wojny minęły 2 miesiące, a Wodogrzmoty nadal się nie podniosły po stracie najbliższych. Co prawda odbudowaliśmy to co zostało zniszczone oraz poszerzyliśmy nasze granice aby móc postawić nowe domy dla naszych nowych mieszkańców. Już na pierwszy rzut oka było widać że każdy próbował robić dobrą minę do złej gry. Nikt nie chciał dać po sobie poznać, że nie otrząsnął się nadal po poniesionej stracie. Dobrze rozumiałem tych ludzi, codziennie budziłem się z myślą że to był tylko sen i znajdę Paulę w kuchni przygotowującą śniadanie, ale niestety to właśnie jest tylko snem, a po przebudzeniu zastaje mnie ta sama szara rzeczywistość. Chciałbym już o tym zapomnieć i żyć dalej ale nie mogę. Paulina zostawiła po sobie zbyt duży ślad na moim sercu. To będzie trudniejsze niż myślałem. Tak wogóle to zostałem wybrany nowym przywódcą i właścicielem Wodogrzmotów Cienia. Wampiry, które przybyły z Katherine podzieliły się na dwie grupy. Jedna z nich postanowiła tutaj zostać a druga zdecydowała się wrócić tam skąd przybyła. Podziękowaliśmy im za pomoc i obiecaliśmy sobie wzajemną pomoc jeśli będzie ona konieczna. Po objęciu dowództwa przejrzałem dane i wszystkie zapisy sporządzone przez poprzednich przywódców. Okazało się, że utrzymywali oni w tajemnicy to iż istnieją jeszcze dwie osady na świecie takie jak Wodogrzmoty Cienia. Nie wiem tylko dlaczego jest to trzymane w tajemnicy. Postanowiłem zwołać radę aby ich o tym poinformować i żebyśmy razem zdecydowali co z tymi informacjami zrobić. Zebranie ma się odbyć dziś o 14 czyli za niecałe 5 minut, a ja jeszcze leżę w łóżku. Muszę się szybko ogarnąć bo nie chcę żeby mnie zobaczono w rozsypce emocjonalnej.
-No dalej Elijah, podnieś się i weź się w garść.-mówił mi głos w głowie.
Zrobiłem to a już chwilę później rozległo się pukanie do drzwi.
-Otwarte!!!-krzyknąłem
Usłyszałem jak drzwi się otwierają i do mojego domu wchodzi 10 osób.
-Elijah? Gdzie jesteś?-krzyknęła Elena
-W salonie!-odkrzyknąłem.
Po chwili zaczęli wchodzić do salonu i zasiadać przy okrągłym stole.
-Witajcie moi drodzy. Spotkaliśmy się tutaj aby porozmawiać o bardzo ważnych informacjach, które  odkryłem przeglądając dokumenty i zapiski moich poprzedników. Chciałbym...-mówiłem nim mi przerwała.
-No proszę w końcu ktoś porządny na tym stanowisku. W krótkim czasie po objęciu dowództwa już zabrałeś się za papierkową robotę. Brawo jestem dumna.-powiedziała z charakterystycznym dla siebie uśmiechem Katherine.
-Czy to ci przeszkadza małpo?-odpowiedziała jej zgryźliwie Rebekah.
-Nie ale najwidoczniej ty masz problem z moją osobą blondyneczko-odcięła się Katherine.
-Wiesz że i tak nie masz już szans u mojego brata zdziro.
-Hej! Uważaj jak się odzywasz do mojej matki!-uniosła się Diana.
-Ojej no proszę córka musi bronić nieustraszoną Katherine Pierce. Co za upadek-prychnęła Rebekah.
-Nikt mnie nie musi bronić. Sama sobie poradzę.
-Jesteś pewna?
-Chcesz się przekonać to zapraszam do tańca na zewnątrz.
-Z rozkoszą.
W tym momencie obie wstały i jeszcze chwila a rzuciłyby się sobie do gardeł. Reszta tylko patrzyła i uśmiechała się.
-Dziewczyny uspokójcie się! Nie zapominajcie o celu naszego spotkania. Nie są nam potrzebne walki między sobą. Dość natychmiast siadajcie.-krzyknąłem na nie obie.
-Braciszku nie przesadzaj my się tylko tak droczymy po kumpelsku, nie ma się czego obawiać. Prawda Katherine?-powiedziała ironicznie Rebekah.
Katherine z wymuszonym uśmiechem odpowiedziała:
-Ależ oczywiście. Chciałyśmy tylko rozluźnić atmosferę. Od kiedy jesteś taki nudny Elijah. Wyluzuj.
Usiadły.
-Dobrze a więc przejdźmy do konkretów.-powiedziałem.
Opowiedziałem im wszystko czego się dowiedziałem z zapisków. Tak jak przypuszczałem informacja o innych osadach najbardziej ich poruszyła.
-Chwila skoro są inne osady to dlaczego my nic o nich nie wiemy?-zapytał Kol.
-Czy stanowią one dla nas jakiekolwiek zagrożenie?-zapytała Davina.
-Czy jest się czego obawiać?-dodała Elena.
-Dlaczego nie przyszli nam z pomocą?-zapytał Marcel.
-Mogliby zmniejszyć straty po naszej stronie.-powiedziała Rebekah.
-Gdzie wogóle są te osady?-zapytała Tatia.
Tyle pytań na raz. Nawet nie czekali na odpowiedź. Nie wytrzymałem i krzyknąłem:
-Cisza! Dajcie mi dojść do głosu. Zadajecie tyle pytań że nawet nie mogę zacząć na nie odpowiadać.
-No dobrze to może powiedz nam coś więcej o nich.-odezwał się po raz pierwszy Klaus.
-Dobrze, a więc po pierwsze nie wiem dlaczego poprzedni dowódcy ukrywali tę informację, być może mieli konkretne powody. Po drugie myślę że nie stanowią one dla nas zagrożenia, bo gdyby tak było to już by nas zaatakowali, mogę nawet przypuszczać że nie wiedzą oni ani o nas ani o sobie nawzajem. Także myślę, że nie mamy się czego obawiać. Po trzecie brak świadomości o naszym istnieniu wyjaśniałby dlaczego nie pomogli nam nigdy. Rebekah ma rację twierdząc że z ich pomocą straty w bitwach byłyby mniejsze lecz na to już nic nie poradzimy. Mogą nam oni jedynie pomóc w następnych jeśli ich znajdziemy.Po czwarte z zapisków wynika, ze jedna z osad jest w zniszczonym kiedyś przez nowo narodzonych mieście Barrow na Alasce.
-Chwila, przecież Barrow zniszczył wybuch elektrowni, mówili o tym we wszystkich wiadomościach na świecie.-powiedziała Bonnie.
-Tak ale najpierw nowo narodzeni wybili całe miasteczko podczas 30 dni kiedy to panuje tam ciemność. Nasze organy zatuszowały to właśnie wybuchem elektrowni. Sprawę zakończono rok później i już do niej nie wracano.-odpowiedziałem.
-Czyli pierwsza osada to miasteczko na Alasce, a druga jest gdzie?-spytał Klaus.
-Druga jest gdzieś na Saharze w Afryce.-powiedziałem od razu.
-Wow to nie dziwię się że nam o nich nie mówiono. Przecież od razu widać że każda osada myśli że jest jedyna.-powiedziała Diana.
-Wstępny plan jest taki żeby wysłać ludzi do tych dwóch osad i nawiązać z nimi pokojowe stosunki. Co o tym myślicie?-zapytałem.
-Myślę że to dobry pomysł. Ja i Bonnie byśmy poszły z grupami dla ochrony. To może się udać.-odezwała się Davina.
-Zgadzam się z Daviną.-odezwała się Bonnie.
-Czyli co wszyscy się zgadzają?-zapytałem.
Wszyscy skinęli głowami w geście zgody.
-Dobrze to wracajcie do swoich zajęć a ja zaplanuje wyprawy.-powiedziałem.
Wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia.
-Katherine zostań na chwilę.-powiedziałem widząc wstającą Katherine.
Kiedy wszyscy wyszli podeszła do mnie i spojrzała mi w oczy. Po chwili oboje zaczęliśmy się uśmiechać.
-Jesteś taki sexy gdy jesteś taki stanowczy wiesz o tym?-powiedziała.
-Hmm możliwe, ale lubię to słyszeć. Byłaś dziś niegrzeczna.-powiedziałem.
-Tak wiem, szefie. Chyba należy mi się kara.
Mówiąc to usiadła na stole objęła mnie nogami w pasie przyciągnęła do siebie i zaczęła całować. To uczucie było nie do opisania. Dawno tego nie czułem. Już zapomniałem jak to jest być w objęciach Katherine i jak to jest ją całować. Nie wiem co się ze mną stało ale pragnąłem jej, jej ciała i sexu z nią. Obudziło się we mnie uczucie które tylko ona potrafiła obudzić we mnie.
-Oj tak kara ci się należy. Dostaniesz ją w moim pokoju. Trochę ci się nazbierało.-powiedziałem i biorąc ją na ręce poszliśmy do mojej sypialni gdzie spędziliśmy noc. 

czwartek, 1 marca 2018

ROZDZIAŁ 31


KSIĘGA II-ELIJAH

Nie mogłem w to uwierzyć, jeszcze niedawno składaliśmy sobie obietnicę wspólnej wieczności a teraz...ona nie żyje. Odeszła. Jedyna kobieta, która była taka jak ja i która mnie rozumiała i akceptowała w 100%. Wystarczył ułamek sekundy aby jej życie się skończyło. Dookoła trwała wojna, a ja siedziałem na ziemi z moją ukochaną w ramionach. Moi sojusznicy walczyli chroniąc nas przed wrogami. Śmierć Pauliny ich też rozbiła na kawałki ale to nie przeszkodziło im w tym aby dalej walczyć. Muszę wziąć się w garść i pomóc w ocaleniu Wodogrzmotów Cienia. Zaczynam się rozglądać w poszukiwaniu Arona ale nigdzie go nie widzę. Dostrzegam za to Dawida/
-Dawid! Chodź pomóż mi.-wołam go a on podbiega.
-O co chodzi?-pyta.
-Zabierz jej ciało i schowaj za wodospadem, bo inaczej poturbują jej ciało. Po wszystkim wyprawimy jej pogrzeb.
-Dobrze możesz mi zaufać, nic się z nią nie stanie.
Wziął ciało Pauliny na ręce i zniknął. Przystąpiłem do ataku. Byłem w szoku, działała adrenalina. Po moich obu stronach zobaczyłem moje rodzeństwo i przyjaciół Pauliny. Chciałem się odezwać ale dobiegł nas krzyk:
-Odwrót!-to krzyczała Freya
-Zbierzcie rannych i martwych, my zrobimy to samo. Dajmy sobie godzinę!-krzyknął Finn
-Dobrze ale jeden fałszywy ruch i będzie po was!-krzyknąłem w ich stronę.
Oboje kiwnęli głowami i odeszli za mur. Zaczęliśmy się rozglądać. Plac wyglądał jak pobojowisko, dookoła leżały trupy naszych wrogów i przyjaciół. Wyglądało na to ,że to oni ponieśli większe straty niż my. Postanowiłem zwołać radę.
-Uwaga członkowie rady pójdą ze mną do mojego domu, musimy porozmawiać o ponownym ataku i oszacować straty.
Wszyscy ruszyli za mną. Poprzysiągłem zemstę i że pomszczę śmierć Pauliny. Dotrzymam danego jej słowa. Weszliśmy do domu. Rozejrzałem się po zgromadzonych. Wszyscy byli zdruzgotani śmiercią Pauliny. Chciałem jakoś zacząć rozmowę ale wtedy odezwała się zapłakana Amara:
-To moja wina. Gdybym nie dała się obalić Silasowi to Paula nie musiałaby mnie ratować. To wszystko moja wina, jak mogłam dać poświęcić się swojej przyjaciółce jak...
-Przestań tak mówić głupia dziewczyno.-odezwała się Katherine.-Paula zrobiła to co uważała za słuszne i to co zrobiłby każdy z nas gdyby tylko mógł...Uratowała życie swojej przyjaciółce, jej ofiara nie może pójść na marne. Musisz wykorzystać swoje życie jak najlepiej zdołasz. Ona by tego chciała. My musimy ich zaskoczyć, wiedzą że jesteśmy słowni i nie zaatakujemy przed upływem czasu, ale właśnie teraz musimy zaatakować to nasza jedyna szansa. Klaus dobrze wiesz że mam rację.
Wszyscy patrzyliśmy na Katherine ze zdumieniem. Córka na prawdę ją zmieniła.
-Tak, masz rację Katerino. Musimy przygotować plan działania i podzielić się na 4 grupy. Jedna zaatakuje ich od tyłu i tą grupę poprowadzą Kol i Rebekah i Marcel, drugą grupę z lewej strony poprowadzą Elena i Tatia, trzecią grupę z prawej strony poprowadzi Katherine i Amara a ja i Elijah uderzymy na nich od przodu. Będą w potrzasku i nie spodziewają się ataku.-powiedział Klaus
-Jak dla mnie to dobry plan, krótki i prosty w wykonania. Zróbmy to.-powiedziała Elena
-Bonnie, Davina potraficie określić ile osób zdolnych do walki wciąż żyje?-zapytałem.
-Tak dajcie nam chwilę.-odpowiedziała Bonnie i zamknęły oczy. Po chwili odezwała się Davina.
-Było nas 20 tysięcy. a ich dwa razy więcej. Zdolnych do walki zostało 12 tysięcy ludzi. Ich zostało około 8 tysięcy może mniej.
-Ponieśliśmy straty, zdarza się. Ale nie możemy pozwolić żeby śmierć tych ludzi poszła na marne. Musimy zrobić wszystko aby Wodogrzmoty Cienia przetrwały. To nasz dom i obronimy go za wszelką cenę, mam rację?-powiedziała Tatia
-Tak!-krzyknęliśmy wszyscy chórem.
-No to do roboty. Za 10 minut przystępujemy do ataku.-oznajmiłem i wszyscy zaczęli wychodzić i się grupować. Podszedł do mnie Aron.
-Elijah to jest dziennik mojej matki. Chciała abym opisywał w nim swoje życie, ale ja nie potrafię. Myślę że to ty jesteś osobą która powinna to robić, tak więc proszę weź go.-powiedział. Spojrzałem na niego i na dziennik w jego rękach. Tam była cząstka mojej ukochanej.
-Dobrze wezmę go. Będę go gospodarować jak najlepiej.-odpowiedziałem
-Dziękuję a teraz chodźmy. Czas zabić to ścierwo.-powiedział Aron.
-Masz rację idziemy.-odpowiedziałem mu i wyszliśmy.
Moja grupa już się zebrała. Rebekah i Kol rozmawiali z Klausem. Podszedłem do nich.
-To co bracia, kolejna wielka bitwa w której uczestniczymy. Wyjdziemy z tego jeszcze bardziej silni i jeszcze bardziej zjednoczeni.-przemówiła Rebekah.
-Masz szczerą rację droga siostro-powiedziała jej Klaus. i objął ją ręką a ona to odwzajemniła.
-Always and Forever-dodał Kol i dołączył do nich.
-To chyba mamy rodzinny uścisk.-powiedziałem i dołączyłem do rodzeństwa. Patrzyliśmy na sobie w milczeniu. Po chwili powiedzieliśmy razem:
-Always and Forever.
-Dobra czas zabić gnoi.-powiedziałem.
-Zróbmy to.-zafturowała mi Rebekah z uśmiechem.
-Za Paule i Wodogrzmoty Cienia.-dodał Kol
-Do roboty.-dodał na koniec Klaus.
Rebekah i Kol dołączyli do swojej grupy, a ja i Klaus do swojej. W myślach usłyszałem głos Bonnie:
-Osłaniamy was czarami. Kol, Rebekah i Marcel ruszyli.-słyszałem je głos.-Teraz  ruszyły jednocześnie grupy Eleny i Tatii oraz Katherine i Amary. Zaatakujcie kiedy będą chcieli wbiec do osady.
Na tym skończyła mówić. Przekazałem Klausowi wszystko. Po chwili do osady wleciało nasze rodzeństwo z rodzicami i ciotką a za nimi nasza kuzynka, Silas i niedobitki ich armii, wszyscy cali we krwi. Ruszyliśmy na nich. Zaczęła się ostateczna część tej bitwy. Wszyscy walczymy zaciekle. nikt nie chce zginąć. Zauważyłem że przedzierają się do nas Rebekah, Kol, Marcel, Elena, Tatia, Katherine, Amara, Dawid i Aron. wszyscy stanęliśmy w jednej linii gotowi do ataku. Na przeciwko nas stanęli Finn, Freya, Esther, Michael, Dhalia, Alex i Silas. Wszyscy byliśmy cali we krwi. Dookoła nas walczyły nasze armie. Nasza zdecydowanie wygrywała. Mieliśmy już atakować kiedy zobaczyliśmy że z lewej strony biegnie Della ze swoimi ludźmi. Kompletnie o nich zapomnieliśmy. Ale gdzie oni byli przez cały ten czas? Mniejsza z tym. Teraz nasze szanse jeszcze bardziej wzrosły. Gdy się zbliżyli to zaatakowali nas zamiast naszych wrogów. Freya wydawała się zadowolona.
-Nie spodziewaliście się tego co? Oni od początku byli podstawieni. Bracia Pauliny i Dawida zdradzili was bez wahania. Oczywiście musiałam ich do tego zmusić czarami ale nie musiałam się starać zbyt długo. Szybko ulegli. Sprowadzili Dellę i resztę i tak o to zyskaliśmy nowych sojuszników.-odezwała się Freya z zadowoleniem w głosie.
-A gdzie to się podziewa Paula?-zapytał Finn.
-Nie twoja sprawa zdrajco!-warknęła Rebekah.
-Trochę szacunku dla brata.-syknęła Esther.
-Mówi to kobieta która zabiła swoje dzieci-odezwał się Klaus.
-Tobie wyszłaby śmierć na dobre mieszańcu!-odezwał się Michael
-Zamknij się ojcze. Twoje zdanie nikogo nie obchodzi.-warknąłem.
-Jak śmiesz Elijah...-zaczął ojciec.
-Dajcie se siana. To jest walka czy piknik rodzinny.-odezwała się Dhalia.
-Przyznam rację tej kobiecie.-odezwała się Katherine.-Mdli mnie już od tego.
Wypowiedziawszy te słowa Katherine rzuciła się na Alex i tak oto walka zaczęła się na dobre. Każdy walczył tak jak najlepiej potrafił. Finn nie był zbyt dobry w walce więc szybko sprowadziłem go do parteru. Gdy już miałem go zabić poczułem silny ból w głowie. To musiała być Freya. Po chwili ból minął. Zobaczyłem że nadchodzą wiedźmy by nas chronić. Ponowiłem więc próbę zabicia Finna.
-To za Paulinę.-wyszeptałem mu do ucha. Tym razem już nikt go nie uratował. Wyrwałem mu serce i rzuciłem matce w twarz. Ta zobaczywszy to straciła czujność co wykorzystała Elena i zabiła Esther Mikaelson. Ojciec i Freya zawyli z wściekłości. Freya ruszyła na Elenę a ojciec na mnie. Walczyliśmy jak równy z równym. Po chwili Klaus przejął naszego ojca. Mógł teraz zemścić się po raz drugi. Zobaczyłem że Freya powaliła Elenę. Postanowiłem jej pomóc. Rzuciłem Freyę na ziemię.
-Dalej no zrób to słyszysz? Zabij mnie żebym mogła dołączyć do brata i więcej nie będę musiała oglądać was.-wykrzyczała mi w twarz.
-Freyo nie, nie poddawaj się. Walcz!-krzyknął ojciec. Spojrzałem na niego. Klęczał przed Klausem a ten trzymał rękę prawdopodobnie na jego sercu. Chwilę później ojciec leżał bez życia na ziemi. Klaus podszedł do Freyi i wytarł jej twarz sercem naszego ojca.
-Jakieś ostatnie słowo siostro?-zapytał z pogardą Klaus.
-Tak, smażcie się w piekle.-odpowiedziała.
-Super a teraz bracie przestań się rozczulać i zabij wreszcie tą zdrajczynię. Niech dołączy do naszych rodziców oraz brata.
Nie czekając ani chwili zabiłem naszą siostrę wyrywając jej serce. Klaus podał mi rękę, żeby pomóc mi wstać. Rozejrzeliśmy się. Walka dobiegała już końca. Tylko nieliczni jeszcze z nami walczyli Dhalia, Alex i Silas walczyli z Katherine Amarą, Rebeką, Kolem, Marcelem, Tatią i Eleną. Byli najsilniejsi więc nic dziwnego, że tyle osób musiało z nimi walczyć. Zobaczyłem, że w ich stronę zbliżają się Qetsia, Bonnie i Davina. Po chwili Silas, Dhalia i Alex klęczeli przed nimi. Katherine stanęła za Alex, Amara za Silasem, a Kol za Dhalią. Włożyli im ręce w ciało i chwilę później trzymali ich serca w dłoni, a ciała wrogów leżały bez życia u ich stóp. To już jest koniec. Nasi wrogowie upadli. Nasze straty wiedźmy oszacowały na 9000 ludzi, czyli przeżyło 11000 walczących. Nie jest źle. Postanowiliśmy spalić wrogów, a naszych wojowników zakopać w grobie masowym. Paulina miała dostać osobny grób i nikt nie protestował. Wszyscy szukaliśmy ciał braci Pauli i Dawida, niestety bezskutecznie. Bonnie za pomocą magii ustaliła, że leża oni martwi gdzieś na obrzeżach Nowego Orleanu. Wypuściłem ludzi z bunkra. Rodziny się połączyły, a inni opłakiwali swoich zmarłych bliskich. Udało nam się. Ocaliliśmy Wodogrzmoty Cienia. Moje rodzeństwo podeszło do mnie i złączyliśmy się w uścisku.
-Elijah razem z Klausem i Kolem postanowiliśmy tutaj zostać. Jesteśmy tu wśród swoich i każdy ma tu kogoś na kim mu zależy. Zostaniesz z nami czy odejdziesz?-zapytała Rebekah.
-Zostanę tu z wielką przyjemnością.-odpowiedziałem bez zastanowienia. Od teraz Wodogrzmoty Cienia były domem moim i tysięcy innych nadnaturalnych ludzi. Tworzymy jedną wielką rodzinę.
Tak o to drogi pamiętniku zakończyła się największa jak dotąd wojna istot nadnaturalnych. Myślę, że nie może nas spotkać już nic gorszego. Od teraz każdy z nas spróbuje ułożyć sobie życie na nowo. W moim przypadku trochę czasu musi upłynąć zanim znów się zwiążę z jakąś kobietą. Kto wie może los znowu połączy mnie z Tatią lub Katherine? 

sobota, 24 lutego 2018

ROZDZIAŁ 30

Zebranie trwa już prawie 20h. Prowadzimy szczegółowe rozmowy podczas których ustalamy mocne strony osady i słabe. Teraz przechodzimy do ustalenia planu ataku. Każdy coś proponuje, a kiedy przyszła kolej na mnie to do domu wbiegła Alice.
-Jakim prawem przeszkadzasz nam w zebraniu?-spytał Klaus trochę rozzłoszczony.
-Oni...Oni będą tu za kilka godzin.-powiedziała zdyszana Alice.
-Co? Ale jak to? To niemożliwe przecież miałaś widzieć kiedy wyruszą.
-Tak miała ale Freya znalazła sposób na zablokowanie jej i podsyłała fałszywe decyzje.-wtrąciła Katherine
-Ile mamy czasu.-zapytał Elijah?
-Nie wiem. 10h może o wiele mniej. Tak czy siak musimy zacząć się zbroić i obstawić całą osadę. Inaczej zmiotą nas w kilka chwil.-powiedziała Alice
-Ale nie wiedzą o wsparciu ze strony Katherine.-wtrąciła Rebekah.-Poza tym wieczorem miał przybyć Marcel ze swoją armią.
-Możemy nie dożyć wieczora siostro-powiedział Kol
-Davina Bonnie Qetsia czy możecie jakoś ich spowolnić?-zapytała Elena
-Tak zrobimy co się da.
-Klaus musicie wiedzieć coś jeszcze.-powiedziała Alice.
-O co chodzi?
-Razem z Freyą i Finnem idą wasi rodzice oraz ciotka Dhalia i Silas który ma ciało Stefana Salvatore.
Wszyscy zamarli. Najwięksi wrogowie i najbardziej okrutne osoby jakie widziała ta ziemia zmierzają ku nim. To jakiś żart.
-S-Silas?-wykrztusiła Amara-Przecież on wysechł lata temu. To niemożliwe.
-Nie jeśli przeprowadzili perfekcyjnie cały rytuał przebudzenia ale do tego potrzebna by była wiedźma z rodu Bennett lub Claire, a tak się składa że z tego rodu żyjemy tylko ja i Bonnie, więc jakim cudem im się udało?-odezwała się Davina.
-Mieli znaleźć jakąś daleką kuzynkę Klaua Rebeki Kola i Elijaha. Jeśli dobrze pamiętam to nazywa się Alex Drax czy jakoś tak.-powiedziała Katherine.
-To niemożliwe. Alex Drax nie żyje od setek lat.-odezwała się Tatia
-Skąd ty to wiesz Tatio?-zapytał Elijah.
-Sama ją zabiłam kiedy mnie ścigała. Spaliłam jej ciało. Patrzyłam jak płonie aż został tylko popiół. To niemożliwe żeby przeżyła.
-Chyba że połączyła się z jakimś przedmiotem lub człowiekiem i wtedy po śmierci jej dusza przenosiła się tam i po jakimś czasie mogła być w pełni sił żeby przejąć osobowość żywiciela. Jeśli jednak była zaklęta w jakimś przedmiocie to ktoś musiał ją uwolnić. To jedyne wytłumaczenie dla tego wszystkiego.-odezwała się Qetsia która przez większość czasu milczała.
-Dobrze w takim razie Rebekah ogłoś stan najwyższej gotowości. Tatia zmobilizuj wojska. Wiedźmy niech zapewnią najlepszą ochronę jaką tylko mogą. Paulina znajdź Dawida i zaprowadźcie wszystkich do schronu a potem wróć tutaj.-rozkazał Elijah. 
Wszyscy wyszli w pośpiechu i przystąpili do szykowania się do wojny. Musieliśmy sprawiać pozory jakbyśmy o tym nie wiedzieli dlatego z głośników został puszczony normalny hałas jaki towarzyszy codziennemu życiu w Wodogrzmotach Cienia. Wszyscy dookoła przytulali się i życzyli szczęścia po czym wracali do szykowania się. Dawid siedział na schodach do mojego domu razem z Aronem Dannym i Tatią oraz Eleną. Gdy mnie zobaczyli to od razu wiedzieli o co chodzi i przystąpili do działania. Zaczęliśmy iść w stronę schronu.
-Aron synku.-odezwałam się do syna.
-Tak mamo?-odpowiedział.
-Masz proszę weź mój pamiętnik. Jeśli zginę to pisz w nim wszystko co ci się przytrafi. Niech ci służy dobrze.-powiedziałam wyciągając mój pamiętnik z kieszeni i dając go Aronowi.
-Mamo ja nie mogę.
-Ależ możesz. Nie chcę go niszczyć ani ukrywać a wiem że u ciebie będzie bezpieczny. Proszę spełnij moją prośbę.
-No dobrze, ale biorę go tylko na przechowanie. Po wojnie sama po niego przyjdziesz i odbierzesz.
-Dobrze tak zrobię.-po tych słowach przytuliłam mojego syna mocno co odwzajemnił. Mam nadzieję że jeszcze zobaczę mojego syna.
Chwilę później byliśmy przy wejściu do schronu. Aron wszedł pierwszy, a zanim zaczęli wchodzić inni. Na koniec Dawid podszedł do mnie i przytulił mnie mocno szepcząc do ucha:
-Pamiętaj masz przeżyć. Masz dla kogo żyć. Masz tu przyjaciół, syna i Elijaha.
-Dobrze postaram się. Dawid proszę obiecaj mi, że zaopiekujesz się naszym synem jak najlepiej kiedy mnie zabraknie. Kocham was oboje bardzo mocno.-odpowiedziałam
Potem odeszłam widząc jak żegna się jeszcze z Tatią i wchodzi pod ziemię. Udałam się natychmiast do Elijaha. Czekał na mnie w domu. Natychmiast rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam płakać.
-Myślałam że mamy więcej czasu. To nie tak miało być Elijaha.
-Wiem kochanie ale nie płacz. Przetrwamy to razem. Wyjdziemy z tego jeszcze silniejsi, a po wszystkim wezmę Cię za żonę i wyjedziemy z Wodogrzmotów Cienia.
-Dobrze tak zrobimy. Nie opuszczaj mnie podczas walki. Walczymy obok siebie.
-Dobrze kochanie.-po tym pocałował mnie długo i namiętnie. Ten pocałunek mógłby się nigdy nie kończyć. Niestety w tym momencie rozbrzmiały syreny słyszane na różnych częstotliwościach. Dla każdego nadnaturalnego na innej częstotliwości. Za murem nikt by tego nie usłyszał. To oznaczało tylko jedno.
-Przyszli, już tu są.-odezwał się Elijaha
-Kocham Cię Elijaha.-nie wierzę że to powiedziałam. Złapał mnie za rękę, pocałował i powiedział.
-Też Cię Kocham.
Wyszliśmy. Cała osada zebrała się w połowie drogi do bramy. Staliśmy wszyscy razem. Ramię w ramię.  Czekaliśmy aż nasi wrogowie wejdą. Bonnie i Davina rzuciły zaklęcie dzięki któremu nas nie zobaczą dopóki na nich nie ruszymy. Chwilę później nastąpił wybuch i brama wyleciała w powietrze. Weszli. Armia nadnaturalnych. Wszyscy w czerni. Wdarli się jak woda, czarny nurt zatrzymał się na wejściu. Do przodu wyszła wysoka blondynka a za nią wysoki brunet. Freya i Finn. Za nimi wyszli Esther i Michael Mikaelson oraz Dhalia z Alex Drax i Silas.
-Gdzie oni wszyscy są do cholery?-warknęła Freya.
-Schowali się jak tchórze.-odpowiedział jej ze spokojem Finn
-Przecież to podstęp. Od razu widać tu robotę wiedźm. Na pewno ustawiają się właśnie dookoła nas i zobaczymy ich dopiero jak na nas ruszą. To stare czary moja córko. Tylko wiedźma Bennett lub Claire może znać takie czary.
-Atakujmy siostro zanim oni to zrobią.-powiedział Finn
-Twój brat ma rację.-odezwał się Michael.
-Nie możemy zaatakować czegoś czego nie widzimy.-odezwała się Dhalia.
-Są przed nami.-odezwała się Alex.-Stoją na placu.
-Amaro, miłości moja. Wyjdź, nie ukrywaj się. To ja Silas twój mąż. Znów możemy być razem tylko wyjdź i dołącz do nas.-odezwał się Silas.
Wszyscy spojrzeli na Amarę. Łzy jej leciały ale nie ugięła się. Stała twardo z nami.
-Nie pozostawiacie nam wyboru-odezwała się Freya.
-Do ataku...Na nich!!!-wrzasnął Finn
Ruszyli na nas bez wahania. Zrobiliśmy to samo. Rozpoczęła się krwawa walka. Wszyscy zawzięcie walczymy i jak na razie chyba wygrywamy chociaż widzę gdzieniegdzie poległych naszych. Rozglądam się dookoła i widzę że Elena potrzebuje mojej pomocy. Spojrzałam na Elijaha. Zabijał jak oszalały. Spojrzał na mnie i wiedział od razu o co mi chodzi.
-Pomóż jej.-krzyknął
Rzuciłam się w jej stronę po chwili dołączyła do nas Katherine Tatia i Amara. Walczyłyśmy razem jak siostry. Pierwszy raz cieszyłam się z obecności Katherine. Była jak lwica. Nagle zza pleców usłyszałam krzyk. Obejrzałam się a za mną nadchodziła druga armia na czele której stał Silas.
-Amara!!!-darł się.
Amara spojrzała w jego stronę i zaczęła biec z wściekłością w oczach. Nie czekałyśmy długo i pobiegłyśmy za nią. Gdy rzuciłyśmy się na niego to ona bez problemu nas powalił. Leżałam jak sparaliżowana czekając aż mój kręgosłup się zrośnie. Rozglądałam się i szukałam dziewczyn. Nigdzie ich nie było. Ból zniknął. Wstałam. Zobaczyłam że z lewej strony biegnie Rebekah z Marcelem i armią. Udało mu się przybyć wcześniej.  Rozglądam się dookoła. nie widzę nikogo znajomego. Dookoła mnie ustawili się wrogowie po chwili zaatakowali. Nie mam żadnych szans. Dziwne nie poczułam uderzenia. Odwróciłam się i zobaczyłam Dawida Elijaha Arona i Caleba. Walczyli w mojej obronie wszyscy moi mężczyźni. Od razu zaczęłam im pomagać. Byłam zła,że Dawid i Aron jednak biorą udział w wojnie ale uratowali mnie więc nie będę im robić wyrzutów. Nagle usłyszałam krzyk, dobiegał gdzieś od strony wejścia. Pobiegłam tam i zobaczyłam Amarę która za chwilę miała zginąć z rąk Silasa. Nie zastanawiając się ani chwili ruszyłam na pomoc przyjaciółce. Biegnąc z całej siły uderzyłam barkiem w Silasa, a ten odleciał kawałek dalej od nas. Już chciałam pomóc wstać Amarze gdy nagle moje ciało sparaliżował ból. Poczułam coś na moim sercu. To musiała być ręka. Amara zaczęła krzyczeć. Usłyszałam też krzyki kilku innych osób. Zobaczyłam że zaczęli się do mnie przedzierać moi przyjaciele, z Elijahem na czele. Nawet Katherine ruszyła mi na pomoc i znalazła się przy mnie najszybciej. Gdy chciała zaatakować to nagle coś ją odrzuciło. Wtedy ujrzałam Freyę i Alex. Wytworzyły wokół nas jakąś barierę i nikt nie mógł się do nas przebić. Słyszałam tylko krzyki innych. Wtedy mój oprawca przemówił:
-Już nikt ci nie pomoże jesteś zdana na siebie. Może i jesteś odrodzoną ale wciąż jesteś tą samą słabą dziewczyną która potrzebuje ratunku. Spójrz na nich są gotowi oddać za ciebie życie, a czy ty byłabyś gotowa zrobić dla nich to samo?-to był Finn Mikaelson.
-Oczywiście że tak.-odpowiedziałam
-Finn dalej zabij ją nie wytrzymam zbyt długo!-krzyknęła Freya.
-Jakieś ostatnie słowo?
-Kocham Was, pamiętajcie o tym i nie dajcie się. Zabijcie tych drani. Będę przy was zawsze duchem. Kocham was, nie zapomnijcie o tym nigdy.-krzyknęłam przez łzy.
-Zrób to dalej bracie!-krzyczała ciągle Freya.
-Dobranoc moja droga.-wyszeptał Finn.
Patrzyłam jak moi bliscy stoją bezradnie i płaczą. Elijah się nie poddawał razem z Eleną Aronem i Bonni i próbowali się przebić. Reszta tylko patrzyła i płakała, nie miałam im tego za złe. Pożegnałam się oni też krzycząc że mnie kochają. Wtedy poczułam jak ręka wysuwa się z mojego ciała, a w moim ciele zostaje dziura.
-Nieeeeee!!!-krzyczeli wszyscy. Ich krzyki słyszałam już jak echo. Opadłam na kolana, czułam jak kamienieję, jak powoli upływa ze mnie życie.
-Gotowe, Freya uciekamy!-krzyknął Finn i uciekli. Upadłam już na ziemię i widziałam jak wpadli w pułapkę i zostali rozszarpani przez Katherine Elenę Tatię Amarę Rebekę Kola i Klausa. Elijaha Dawid i Aron byli przy mnie i żegnali się. Reszta też zjawiła się przy mnie. Bonnie próbowała czarami umieścić moje serce z powrotem na swoim miejscu. Może to dlatego jeszcze żyłam, chociaż wiedziałam że nie na długo.
-Wszystko będzie dobrze kochanie, Bonnie się uda i wszystko będzie dobrze.
-Kocham Cię Elijah.-zdołałam wykrztusić patrząc mu w oczy. Straciłam czucie w rękach. Powoli paraliż śmierci zbliżał się do twarzy. Nadal patrząc w oczy mojemu facetowi poczułam że życie opuszcza moje ciało i nastała ciemność. Lecz mój umysł jeszcze funkcjonował. Nic już nie czułam, dookoła mnie była ciemność. Byłam gotowa odejść. Ocaliłam przyjaciółkę poświęcając się. Miałam czyste sumienie. Żegnajcie moi kochani zobaczymy się po drugiej stronie.Mój czas dobiegł końca.
                                                             

KONIEC KSIĘGI 1-PAULINA

piątek, 23 lutego 2018

ROZDZIAŁ 29

Obudziłam się nad rankiem i myślałam że wszystko mi się śniło ale wtedy spojrzałam w bok i on tam leżał. Elijah Mikaelson, Pierwotny wampir. Gdy spał był jeszcze bardziej przystojny.
-Nie patrz tak na mnie bo się peszę.-powiedziała niespodziewanie z zamkniętymi oczami.
-Lubię patrzeć jak facet śpi, zwłaszcza ty. To dodaje uroku, a tobie już w szczególności, nawet nie wiesz jak pociągająco wyglądasz gdy śpisz.-odpowiedziałam całując go w usta.
-Marzyłem o tej chwili odkąd Cię poznałem. Oszalałem na twoim punkcie.
-To dlaczego nie robiłeś nic w tym kierunku żeby mnie poderwać?
-Sam nie wiem może się wstydziłem?-powiedział otwierając oczy i podnosząc się na łokciach całując mnie w usta.
-Nie wierzę Elijah Mikaelson się czegoś boi.
-Cśśś nie muszą wszyscy tego wiedzieć bo stracę reputację.
-Oooo jak słodko się na was patrzy. Mógłbym tak całymi dniami ale nie mam tyle czasu bo jak wiecie zbliża się wojna, więc sami rozumiecie.-usłyszałam Klausa znienacka. Spojrzałam w stronę drzwi i stał tam on, z tym swoim uśmieszkiem na twarzy. Natychmiast zaczęłam się ubierać, a Elijah poszedł w moje ślady.
-Długo już tu stoisz?-zapytałam ze złością w głosie.
-Wystarczająco długo by wiedzieć że mój braciszek nareszcie trafił na porządną dziewczynę której nie będziemy musieli zaraz ścigać lub zabijać-odpowiedział Klaus.
-Jak zwykle brak ci taktu Klaus. Mógłbyś zachować choć trochę pozorów przyzwoitości i wyjść kiedy mi się ubieramy.-powiedział ze stoickim spokojem mój partner.
-Ależ oczywiście już wychodzę, gdzie moje maniery. Jest mi tak wstyd hahahaha,tylko się pospieszcie, bo chcę pomówić z bratem.
-Jak boga kocham, czasem na prawdę mam ochotę zabić tego człowieka.-powiedziałam.
-Uwierz mi, że nie ty jedna moja droga.-odpowiedział mi Elijah podchodząc do mnie i całując mnie w czoło i przytulając.-Spotkamy się później?
-Z rozkoszą spotkam się później z moim chłopakiem.-odpowiedziałam. Dziwnie było słyszeć to słowo padające z moich ust. Spojrzałam na Elijaha a on wyraźnie był speszony.
-Już dawno nikt mnie tak nie nazwał. To miła odmiana.
-Dobrze a teraz muszę już iść i porozmawiać z Eleną.
-Z Eleną? Przecież chciałaś pilnie porozmawiać z moim bratem.
-To może poczekać.-mówiąc to pocałowałam go i wyszłam.
Udałam się do swojego domku mijając po drodze nowych rekrutów. W oddali zobaczyłam jak na skraju lasu spaceruje Aron z Alice. Dostrzegłam też Amarę z chłopakiem na ławce, kompletnie nie interesowali się nikim i niczym, byli zajęci sobą. Z naprzeciwka szedł w moją stronę Dawid. Dobrze się składało bo chciałam z nim pogadać. Dziwiło mnie tylko czemu nikt nie ćwiczy, przecież tylko wczoraj był dzień wolny. Ehh spędzam jeden wieczór w łóżku z facetem i już nic nie wiem co się dzieje.
-Cześć Paula-przywitał mnie mój ex z uśmiechem.
-Cześć jak leci.-odpowiedziałam.
-U mnie wszystko dobrze. Martwiliśmy się że nie było ciebie na ognisku.
-Tak wiesz, nie miałam siły ani ochoty jakoś na ognisko.
-Rozumiem, Elijaha też nie było lub go nie widziałem po prostu.
-Możliwe, może musiał coś załatwić. A jak tam między tobą a Tatią?
-Bardzo dobrze i...Chwila skąd o nas wiesz?
-Elena mi powiedziała.
-Przepraszam, chcieliśmy ci powiedzieć ale nie było okazji a my też nie wiedzieliśmy czy ma to przyszłość ale wczoraj postanowiliśmy że koniec ukrywania, chcemy się cieszyć sobą, a jeśli się uda to być razem przez długi czas. Mam nadzieję że nie masz nic przeciwko?
-Nie no przecież że nie, oboje jesteście moimi przyjaciółmi. Ty i ja to już skończony rozdział i oboje mamy prawo do szczęścia.
-Cieszę się. Ty też w końcu kogoś sobie znajdziesz. Jestem tego pewien.
-Taak jak na razie nie rozglądam się. Tak w ogóle to powiedz mi czemu nikt nie trenuje?
-A no tak ty nic nie wiesz. Wczoraj podczas ogniska Elena i Danny wzięli ślub i w ramach tego dziś też jest dzień wolny, taka tradycja.
Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam?
-Co takiego? Mówisz serio? Wow czyli powiedziała mu o wszystkim a on ją dalej kocha. Gratulacje Elena. Muszę iść im pogratulować.
-Co to za sprawa z Eleną i Dannym o której wspomniałaś?
-Nic ważnego już, długa historia. Najważniejsze że wszystko im się ułożyło. Dawid dziękuję ci że zaopiekujesz się Aronem i innymi w schronie podczas walki. Doceniam to.
-Nie musisz mi dziękować na prawdę. Tak poza tym to Davina i Bonnie sprowadziły pierwszą wiedźmę Qetsię.
-To dobrze zawsze już mamy przewagę.
W tej samej chwili podbiegł do mnie chłopak i powiedział że pod bramą stoi armia a jej przywódczyni chce widzieć mnie, moje sobowtórki i Pierwotnych. Od razu wszyscy proszeni stawiliśmy się pod bramą. Kiedy się otworzyła zobaczyłam Katherine Pierce a za nią ogromną armię nadnaturalnych ludzi,, która zmiotłaby nas w oka mgnieniu. Zaczęła coś tłumaczyć Klausowi po czym on wpuścił ją i jej armię do środka. On Katherine Elijah i dwie osoby od Katherine poszli do domu mojego faceta. Do mnie i moich przyjaciółek podeszła Rebekah i kazała nam również iść do jej domu gdzie zaraz przyjdzie Bonnie Davina i Qetsia i rozpocznie się zebranie wojenne. Od razu poszłyśmy za Pierwotną.


Tymczasem w Nowym Orleanie.


W podziemiach siedziby Freyi i Finna trwa rytuał przebudzenia. Alex Drax już prawie ukończyła rytuał.
-Już za chwilę bracie, jeszcze trochę, tak niewiele nam potrzeba abyśmy byli w pełni sił by ruszyć na Wodogrzmoty Cienia.
-Freyo droga siostro nawet nie wiesz jak się cieszę z tego powodu. Już niedługo świat będzie wolny od wampirów i reszty tego tałatajstwa. Po ziemi będą chodzić tylko ludzie i wiedźmy.
-Tak powinno być od zawsze.
Nagle rodzeństwo usłyszało cztery trzaski.
-Gotowe. Rytuał przebudzenia dobiegł końca.
-Nareszcie. Alex możesz już iść ale nie odchodź z domu, bo przydasz nam się na wojnie.
-Dobrze kuzynko. Pójdę się przespać. Ten rytuał mnie wykończył.
-Rozumiemy. Finn pomóż mi je otworzyć.
Podnieśli razem wieka od trumien i odsunęli się. Po chwili z pierwszej trumny wyszedł dorosły mężczyzna w średnim wieku. Michael Mikaelson, wampiryczny łowca wampirów. Z drugiej trumna wyszła młoda kobieta o blond włosach. Esther Mikaelson pierwsza wiedźma.
-Mamo, tato.-krzyknęła Freya i pobiegła objąć rodziców. Oni poznali ją od razu i nie mogli uwierzyć że ich córka znów jest z nimi. Gdy zobaczyli syna zrobili to samo. Chwilę później z trumny wyszła druga kobieta wyższa od Esther, z ciemnymi włosami. Dhalia-ciotka Pierwotnych i siostra Esther. Nie została przywitana zbyt dobrze, przez to co zrobiła w przeszłości. Jako ostatni obudził się młody facet, przystojny i wysoki brunet. Nikt go nie znał prócz Finna.
-Co tu robi Stefan Salvatore? Na co nam on?
-To mój bracie jest Silas. Starożytny mag. Należał do plemion pierwszych ludzi. Jest starszy niż nasza rodzina.
-No dobrze ale do czego nam on?
-Wkrótce się dowiesz mój drogi. Teraz przedstawię wam plan działania. Jutro my i nasza armia wyruszamy na wojnę do Wodogrzmotów Cienia. jutro nadejdzie zagłada na wszystkie stworzenia nadnaturalne.

środa, 21 lutego 2018

ROZDZIAŁ 28

Zaraz po powrocie do osady Elena udała się do mojego domku by wyjaśnić wszystko Dannemu. Ja natomiast poszłam spotkać się z Klausem. Niestety w ich domu był tylko Elijah. Pozwolił mi wejść do środka i poczekać na brata siedząc na kanapie. Od razu było widać że mu się podobam i w sumie po części z wzajemnością. Elijah był najbardziej rozważnym ze swoich braci, był także szarmancki, dobrze wychowany i umiał obchodzić się z kobietami. Przyznam że mi tym zaimponował.
-A więc co Cię sprowadza do mojego brata? Czyżby znów coś przeskrobał? Jeśli tak to z góry proszę o wybaczenie w jego imieniu.-zagaił z nienacka nalewając Bourbon do szklanek.
-Nie, tym razem Klaus jest czysty. Po prostu chciałabym wyjaśnić z nim pewną sprawę, a raczej podzielić się informacjami które dziś usłyszałam.-odpowiedziałam.
-Dlaczego akurat przyszłaś z tym do Klausa a nie do mnie lub do Kola albo twojej przyjaciółki a mej siostry Rebeki? Dlaczego akurat on?-zapytał siadając przy mnie i podając mi kieliszek.
-Otóż przyszłam z tym do niego bo informatorka zdradziła mi że najpierw widziała się z twoim bratem więc chciałabym porównać czy informacje są spójne czy też różnią się od siebie istotnymi szczegółami.-odpowiedziałam i upiłam łyk bourbonu, a gdy na niego spojrzałam to spostrzegłam że patrzy mi w oczy swoimi błękitnymi oczami. Speszyłam się.
-Ona? Znam ją?-zapytał
-Tak to Katherine.
-Ach Katerina Petrova, odwieczna zmora naszej rodziny. Dlaczego potajemnie się z nią spotkałaś i po co?
-W sumie to byłam umówiona z Eleną, a na Katherine wpadłyśmy przypadkiem bo jak się później okazało, ona sama nas szukała. Pozwól że ci wszystko opowiem.
Elijah wysłuchał mnie uważnie co jakiś czas wtrącając swoje uwagi. Na koniec zapadła niezręczna cisza. Wpatrywaliśmy się w swoje oczy aż w końcu Elijah zabrał głos.
-Doprawdy dziwi mnie ta nagła zmiana u panny Pierce. Tym bardziej szokujące jest to, że ona ma córkę. Fakt że ukryła ją przed światem tak dobrze świadczy tylko o jej matczynej miłości do niej i troski o córkę. Jeśli to wszystko prawda to tak na prawdę nikt nigdy nie poznał prawdziwej Katherine  Pierce, a ona przez setki lat dobrze odgrywała rolę zimnej suki.
-Tak masz rację. Jednak wydaje mi się że po raz pierwszy Katherine powiedziała prawdę.
-Myślę że możesz mieć rację jednak nie wyciągajmy pochopnych wniosków.
Wstał i podszedł do okna wypijając resztę trunku. Zrobiłam to samo i tak staliśmy w milczeniu obserwując las za oknem.
-Jesteś moją ulubioną sobowtórką wiesz?
-Elijah przestań wcale nie...
-Cśśśś nie gadaj tyle.-mówiąc to położył swoją dłoń na mojej twarzy a po chwili pocałował mnie czule i namiętnie zarazem. Poczułam przypływa energii i szczęścia. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam. W pewnej chwili coś kazało mi przestać.
-Elijah my nie możemy...To dla mnie za szybko...
-Paula ale co ty mówisz. Na miłość nigdy nie jest za szybko, a ja właśnie Cię kocham i wiem że ty mnie też. Od naszego pierwszego spotkania między nami iskrzy. Kto wie ile czasu nam zostało.
-Tak masz rację ale...-znów mnie pocałował. Teraz zrobił to odważniej, a ja głupia znów mu uległam i odwzajemniłam to. Kiedy się objęliśmy to szklanki wyleciały nam z rąk i upadły na podłogę roztrzaskując się na kawałki co na chwile oderwało nas od siebie. Spojrzeliśmy w dól i potem na siebie. Elijah już chciał wrócić do całowania ale powiedziałam:
-Memento morii
-Pamiętaj o śmierci. Dobrze powiedziane, lecz teraz nie myśl o tym.
-No to zajmij mnie czymś żebym o tym nie myślała.
Jakby czytał mi w myślach. Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Rzucił mnie na łóżko i położył się na mnie, lecz ja szybko zamieniłam się miejscami i byłam na górze. Zaczęliśmy całować się jeszcze bardziej namiętnie, zrywając z siebie ciuchy. Ta noc była upojna i nie zapomniana. Nie wierzę ale Katherine Pierce miała rację. Elijah to wyjątkowy facet dla którego można stracić głowę bardzo szybko. W sumie co mi tam i tak za kilka dni mogę żyć więc będę żyć chwilą. Po wszystkim wtuliłam się w mojego partnera i poszliśmy spać. Tej nocy nigdy nie zapomnę.

poniedziałek, 19 lutego 2018

ROZDZIAŁ 27

Po powrocie do Wodogrzmotów Cienia Bonnie i Davina zabezpieczyły naszą osadę potężnymi zaklęciami ochronnymi które uniemożliwiały przedarcie się do osady bez zezwolenia i w innym miejscu niż brama  główna. Następnie odbyło się zebranie  na którym przedstawione zostało zagrożenie i ogłoszono szkolenie specjalne do walki dla niedoświadczonych dla wszystkich powyżej 13 roku życia. To już nie przelewki. Myśleliśmy się poprzednie bitwy były największe lecz ta przechodzi ludzkie pojęcie. Jeszcze nigdy nie mieliśmy za przeciwnika najstarszego z Pierwszych wraz z jego siostrą która jak się okazało była od niego starsza i do tego była Pierwszą wiedźmą nie licząc ich matki. Tak więc nikt nie protestował tylko od razu wziął się do pracy. Wszyscy ciężko pracujemy żeby być jak najlepszym. My bardziej doświadczeni doszkalamy swoje umiejętności, a nowi muszą zaczynać od podstaw i uczyć się wszystkiego szybciej niż my musieliśmy. Dziś mamy dzień wolny dla rodzin i przyjaciół abyśmy mogli się zregenerować. Wieczorem będzie ognisko nad naszym jeziorem. Myślę że będzie to dobre zakończenie dnia gdzie będzie można spotkać wszystkich starych znajomych z osady i poznać jej nowych członków. Za chwilę mam się spotkać z Eleną, Tatią i Amarą z którymi nie widziałam się od powrotu. One jak nowe obywatelki Wodogrzmotów Cienia są w grupie dla początkujących, bo nikogo nie obchodziły ich lata praktyki i żywotności. Musiały przejść cały program szkoleniowy tak jak reszta początkujących. Myślałam że będą protestować lecz one jednak zgodziły się bez wahania dla dobra sprawy jak to określiły. W drodze na spotkanie w centrum miasta rozmyślam o tym co nas czeka i czy Dawid i Aron(którzy przyjechali dzień po moim wyjeździe z osady i byli wściekli że nic im nie powiedziałam o moich planach) uszanują moją prośbę i nie wezmą udziału w walce. Poprosiłam ich o to zaraz po tym jak im wszystko wyjaśniłam. Podczas bitwy mają oni zostać w schronie i pilnować dzieci. Gdy docieram na miejsce to widzę że w ciemnym zaułku ląduje Elena, więc idę w jej ślady i chwilę później witamy się i wchodzimy do restauracji gdzie zamawiamy kawę. Elena opowiedziała mi co się u niej działo od naszego ostatniego spotkania, a także przekazała że Amara i Tatia nie przyjdą ponieważ postanowiły spędzić ten dzień ze swoimi nowymi facetami. Elena wspomniała także że za chwilę dołączy do niej jej chłopak który przyjedzie tu do niej aż z zachodniej Virginii i dołączy do osady na czas szkoleń i bitwy a potem opuszczą razem Wodogrzmoty Cienia(Elena nie dopuszcza do siebie myśli że mogłaby zginąć), postanowiła korzystać ile się da z czasu wolnego i spędzać go z nim.
-Jak ci idą treningi Elena?-spytałam próbując zmienić temat.
-Do wczoraj szkolił nas jakiś azjata ale nie pamiętam jego imienia hahaha. było trudne do wymówienia więc wszyscy mówiliśmy na niego Pan Bibi.-odparła połykając haczyk.
-Jak to do wczoraj? Skończyliście już szkolenie?
-Nie od jutra będziemy mieli nowego nauczyciela amerykana. Inne tutejsze dziewczyny mówiły że to ciacho. Może go poderwiesz co?
-No sama nie wiem. Jakoś mi nie spieszno do miłości ostatnio spaliłam się na jednym facecie. Mam pecha do facetów i tyle.
-Hej nawet tak nie mów jesteś super dziewczyną, na pewno kogoś poznasz.
-Zapominasz tylko że jestem prawie 200letnią wampirzycą która część swojego życia spędziła w trumnie pogrążona w magicznym śnie.
-No i co? Ja też spałam w trumnie i gdy się obudziłam to mój facet czekał na mnie. Niestety zginął dwa lata później. Na szczęście poznałam Danny'ego który jest człowiekiem i nie przeszkadza mu to że jestem wampirzycą. Kiedy skończy 20 lat to chce bym go przemieniła w wampira żeby nasze ciała zawsze pozostały młode i żebyśmy mogli żyć razem.
-Masz niezłe plany. Żebyś się nie przeliczyła.
-Co proszę?
-Nic. Nie ważne.
-Ależ nie. Dalej powiedz mi o co ci chodzi? Ewidentnie chcesz coś powiedzieć.
-Po prostu nie chce żebyście skończyli jak ja i Dawid. Mieliśmy dokładnie tak samo, z tym że to on był wampirem a ja człowiekiem. Pokonaliśmy wszystkie przeciwności losu jakie zesłał nam los. Miałam umrzeć jako człowiek a on miał się zaopiekować naszym synem dopóki on nie umrze. Potem miał ułożyć sobie na nowo życie bez poczucia winy lub dołączyć do mnie po tamtej stronie. Życie miało jednak wobec nas inne plany i tak o to ja i mój syn jesteśmy nieśmiertelni z winy wielu niefortunnych zdarzeń. Jakby tego było mało okazuje się że brat mój i brat Dawida którzy nie powinni żyć od kilkudziesięciu lat, żyją i mają się dobrze, a jakby tego było mało to są po stronie wroga. Nikomu nie życzę takiego losu.
-Wow to jest konkretny argument. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Chyba będę musiała wszystko sobie jeszcze raz przemyśleć.
-Dobra zmieńmy temat. Wiesz jak on się będzie nazywać?
-Tak to Caleb Rivers.
Zamurowało mnie. To by oznaczało że wróci już dziś, a razem z nim wróci także Hayley. Znowu będę musiała robić wszystko żeby go unikać.
-Halo? Ziemia do Pauliny. Halo Paulina co się z tobą dzieje.
-To o nim ci opowiadałam. To ten Caleb. To mój Caleb. A raczej był mój prze chwilę.
-Wow to niezły zwrot akcji. Nie przejmuj się nim. Jak znam życie nie spotkacie się prze szkolenie a potem zawsze możesz wyjechać lub się przed nim ukrywać.
-Nie wiem jak na razie nie chce o tym myśleć Eleno.
-Dobrze całkowicie Cię rozumiem Paula. O zobacz idzie Danny.
Odwróciłam się i zobaczyłam go. Szedł przez ulicę wysoki, szczupły, przystojny czarnowłosy chłopak. Elena to prawdziwa szczęściara. Tak jak ja kiedyś.
-Co do cholery...-wzburzyła się Elena patrząc na drzwi wejściowe.
Poszłam za jej przykładem i spojrzałam w to samo miejsce i wtedy ją zobaczyłam. Szła przy Dannym wtulona w niego. Ciemno-czekoladowe włosy, usta wymalowane szminką w kolorze krwistej czerwieni, czarne buty na wysokim koturnie, czarne legginsy, czarna bluzka do pępka i rozpięta czarna, krótka kurtka skórzana. Oto stała przed nami po raz kolejny żywa legenda, dziewczyna która przechytrzyła samego diabła i zabiła największego i zarazem Pierwszego łowcę wampirów. Katherine Pierce.
-To są jakieś jaja.-zdołałam wydusić.
-Chyba sobie ze mnie żartujecie.-wycedziła Elena.
-Tęskniłyście sobowtórki?-zapytała Katherine z uśmiechem na twarzy i pewnością siebie..-Oh nie odpowiadajcie przecież wiem że tak. Kto by nie tęsknił?
-Co tu się dzieje do cholery?!-wrzasnął Danny.
Dopiero teraz zwróciłam uwagę na chłopaka mojej przyjaciółki. Stał jak wryty z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy.
-Skarbie proszę cię idź do osady. Wiesz gdzie to jest. Kiedy wrócę to wszystko ci wyjaśnię obiecuje. Tylko proszę z nikim nie rozmawiaj i idź prosto do domku pod numerem 20.-odparła Elena
-Chwila przecież to mój domek.-wtrąciłam
-Naprawdę chcesz się teraz o to kłócić Paula?-spytała mnie Elena patrząc na mnie wymownie i dopiero po chwili zrozumiałam że przecież Amara mieszka razem z Eleną a z tego co mi mówiła to Amara spędza cały dzisiejszy dzień w łóżku ze swoim nowym facetem. W sumie Danny mógłby być w szoku widząc kolejną z nas.
-Dobrze idź tam.-odparłam.
-Dziękuję Paula.-powiedziała do mnie przyjaciółka.
-Dobrze ale będziesz się musiała grubo tłumaczyć Eleno.-powiedział Danny ze złością. Odwrócił się i wyszedł.
-Danny...-zaczęła Elena.
-Ooo jak miło się patrzy na czyjąś tragedię. Mogłabym tak w nieskończoność ale najpierw interesy. Chodźcie za mną.
Wyszłyśmy z niechęcią i udałyśmy się do miejsca gdzie wylądowałam z Eleną. Najpierw Katherine spierała się z Eleną o Danny'ego.  Kiedy już skończyły to Katherine zaczęła mówić o tym po co tu przyszła.
-Nie podoba mi się to że muszę rozmawiać z moimi marnymi kopiami tak więc przejdę do rzeczy żebym mogła jak najszybciej stąd iść.-zaczęła Pierce
-Nareszcie gadasz do rzeczy-odparłam
-Tak więc dwoje moich wspólników szykuje na was dwie armie po kilka tysięcy każda. Ja miałam stworzyć trzecią jednak tego nie zrobię z powodów osobistych. Ponadto szykują coś mocnego czemu podobno żadne z was nie da rady. Ani wiedźma, wampir czy inna istota nadnaturalna.
-Dlaczego nam to mówisz? Dlaczego mamy ci wierzyć? Co nagle taka dobra się zrobiłaś?-spytałam
-Nie po prostu mam dosyć tamtej dwójki. Są oni nie do zniesienia wiecznie się kłócą i wiecznie zmieniają plany. Nudzą mnie takie szczeniackie kłótnie dlatego postanowiłam się zmyć pod pretekstem zebrania armii.
-Ktoś jeszcze o tym wie?-zapytała Elena
-Klaus.-odpowiedziała z pogardą w głosie.
-Jakim cudem Klaus? Przecież on przy pierwszej okazji by ciebie zabił.
-Może i tak ale dzięki Elijaha'y zgodził się mnie najpierw wysłuchać. W zamian miał ofiarować mi wolność jeśli wiadomości będą na tyle przydatne. Zanim tu przyszłam widziałam się z nim. Od dziś skończyłam uciekać przed nim. Katherine Pierce jest wolna.
-Chyba nie powiesz mi że masz już dość uciekania? Przecież z tego słyniesz. Słynna Katherine Pierce która przechytrzyła samego diabła.-powiedziałam.
-Tak Paula ale wiesz po 500 latach uciekania znudziłam się. Teraz mam zamiar dołączyć do córki, którą znalazłam wieki temu i zmieniłam w wampirzycę w wieku 20 lat a potem dobrze ukryłam przed nieproszonymi ludźmi.
-Co? Jak to możliwe? Przecież Stefan zawsze mówił że znalazłaś swoją córkę po swojej przemianie kiedy uciekałaś przed łowcami. Była ona martwa w karecie w objęciach twojej niani.-powiedziała Elena.
-Nie wszystko co powiedziałam kiedyś braciom Salvatore było prawdą. A właśnie co tam u Damona? Wie o twoim nowym chłoptasiu?
-Nie waż się o nim nawet wspominać. O nim i o Stefanie. Dobrze wiesz że nie żyją. Stefan zginął z twojej winy. Gdyby nie to, to dożyłbym starości u boku Caroline, a może nawet znów mógłby być wampirem jeśli Davina znalazłaby na to sposób.-zaczęła krzyczeć Elena. Dojrzałam w jej oczach łzy. Zdecydowałam że nigdy nie będę poruszać tematu braci Salvatore.
-Uważaj bo się wzruszę. Kłamałam jasne? Gdyby Klaus dowiedział się o niej to Diana byłaby zagrożona i musiałaby uciekać całe życie tak jak ja. Nie chciałam takiego życia dla mojej córki. Uwierz mi lub nie ale akurat w tamtych czasach byłam dobrą matką która wychowała swoją córkę najlepiej jak potrafiła. Po przemianie Diana była ze mną w ciągłym ruchu lecz później poznała chłopaka. Postanowiłyśmy że zmienimy jej dane i zostanie ona z nim, a ja ruszę dalej po ich ślubie. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu nie licząc dnia w którym Diana się urodziła. Dwa dni później zahipnotyzowałam ją tak jak to ustaliliśmy. Dopóki nie zwrócę jej pamięci o mnie to myśli że nie żyję. Odwiedza fałszywy grób który zrobiłyśmy. Oficjalnie zginęłam w wypadku miesiąc po moim odejściu.
Zobaczyłam jak w oczach zbierają się jej łzy które natychmiast wytarła.
-Wow. Takiej Kateriny Petrovej nie znałam. Prawie się wzruszyłam.-zagaiłam.
-Paulina nie musisz być zgryźliwa.
-Doprawdy?
-Tak. Dobra zrobiło się zbyt ckliwie. Zrobiłam swoje. Czas na mnie. Pozdrówcie ode mnie Elijaha. Zawsze będzie tym jedynym. Może kiedyś dorosnę do związku z nim. Żegnajcie.
Chwilę później już jej nie było.
Elena i ja natychmiast wyruszyłyśmy do osady. Nadal byłyśmy zaintrygowane słowami Katherine.


Tymczasem gdzieś na obrzeżach Nowego Orleanu.


Finn przechadza się po pokoju gdy nagle dzwoni do niego telefon. Odbiera.
-Halo? Kto mówi?
-Wszystko idzie zgodnie z planem.-odezwał się głos w słuchawce wyraźnie zmodulowany.
Po chwili rozmówca się rozłączył. W tej samej chwili do pokoju weszła Freya.
-Co się dzieje braciszku?
-Pierwsza faza zakończyła się pomyślnie. Tak jak przewidywaliśmy siostro.
-Świetnie w takim razie przechodzimy do fazy drugiej.
Chwilę później Freya i Finn weszli do podziemnej komnaty w której stały 4 trumny.
-Czas obudzić rodzinę bracie.
-Jestem gotów siostro.
-Sprowadźmy wiedźmę, niech zacznie przygotowywać rytuał przebudzenia.
-Jesteś pewna że Alex Drax będzie na tyle silna żeby to zrobić?
-Sama nie, lecz ze mną tak. Jest ona ostatnią żyjącą wiedźmą z rodu naszej ciotki Dhalii. Nasze drogie rodzeństwo nawet nie wie co ich czeka.
-Freyo obyś miała rację. Myślisz że nie zostaliśmy zdradzeni?
-Nie za bardzo jej zależy na córce.
-Tak ale wiesz w końcu to Katherine Pierce. Legenda która uciekła diabłu.
-Proszę cię bracie, nasz brat to żaden diabeł tylko zwykły mieszaniec. Natomiast droga Katerina nie jest taka głupia żeby poświęcić życie córki. Akurat w tej kwestii jestem pewna. Nie zdradziła.
-Obyś miała rację.
-Mam, a teraz chodź. Musimy sprowadzić naszą kuzynkę do domu.
Wyszli ramię w ramię. Wodogrzmoty Cienia nie mają pojęcia co ich czeka, co nadchodzi ani że po raz kolejny padli podstępem Katherine Pierce. To na prawdę może być koniec osady i jej mieszkańców bo przecież kto zwycięży 2 najstarsze i najpotężniejsze wiedźmy jakie chodziły kiedykolwiek po tym świecie, oraz tych co śpią w trumnach. Zbliża się największa wojna nadnaturalnych jaką widział świat.


Tymczasem gdzieś w Zjednoczonych Emiratach Arabskich


Katherine Pierce jedzie skradzionym Porsche przez pustynie, bezskutecznie próbując się dodzwonić do Diany.
-Diana do cholery odbierz ten telefon. Jestem w drodze do was. Proszę cię musisz odebrać mamy...
-Halo? Kto mówi?-dobiegł kobiecy głos ze słuchawki.
-Mówi Katherine Pierce. Byłam przyjaciółką twojej matki. Musimy się spotkać. Dostałam od niej wskazówki jak znaleźć ciebie i twój ród. Proszę cię wyjedź mi na spotkanie. Jadę żółtym Porsche na zachód od waszej lokalizacji. Jeśli chcesz żeby twoja rodzina przeżyła to zrób to.
-Ale zaraz halo...-usłyszała Katherine zanim się rozłączyła. Łzy napłynęły jej do oczy. Od tak dawna nie słyszała i nie widziała swojej córki. Ale na szczęście jest wolna i może się z nią spotkać.
Pół godziny później z naprzeciwka nadjechało czarne Porsche i po zatrzymaniu się na przeciw siebie pewnym krokiem wyszła młoda kobieta, blondynka o delikatnych rysach twarzy.
-Jestem tak jak pani kazała. Co to za nagła sprawa i co to ma wspólnego z moją matką?-zapytała
Katherine od razu podeszła do niej i powiedziała patrząc w oczy:
-Przypomnij sobie wszystko.
Przez chwilę dziewczyna stała jak posąg. Po chwili do jej oczu naszły łzy i natychmiast rzuciła się matce w objęcia.
-Mamo wróciłaś, tak długo czekałam na ten moment. Nawet nie wiesz ile mam ci do opowiedzenia. Cieszę się że jesteś.-powiedziała dziewczyna przez łzy.
-Ja też się cieszę skarbie nawet nie wiesz jak bardzo, że w końcu mogę cię przytulić. Po tylu latach nareszcie mogłam do ciebie wrócić.-odpowiedziała jej Katherine przez łzy
-Chwila...Klaus, co z nim czy już nam nie zagraża?
-Nie to już jest koniec. Jesteśmy wolne. Nasz koszmar się skończył ale niestety może zacząć się inny dlatego musisz zebrać całą swoją rodzinę oraz swoją armię i musimy udać się do Wodogrzmotów Cienia aby pomóc Klausowi i naszej rodzinie, inaczej zło może wygrać a wtedy nigdzie nie będzie bezpiecznie bo moi byli już wspólnicy na pewno się nas pozbędą zaraz po tym jak wygrają. Michael o to zadba.
-Dobrze mamo. To musimy jak najszybciej jechać do mojego domu. Wyruszymy jutro o świcie.
-Myślisz że oni się zgodzą?
-Tak w końcu to moja rodzina, a kiedy się jeszcze dowiedzą że ich krewna wiedźma Bennett też jest po naszej stronie to na pewno nas wesprą.
-Niech ci się przyjrzę, jesteś wspaniałą kobietą Diano Pierce.
-Mamo po 200 latach zmieniłam swoje dane. Od tamtego czasu jestem Diana Petrova-Bennett.
-Jestem z ciebie na prawdę dumna skarbie. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Diana przytuliła matkę po czym wsiadły do samochodów i odjechały. W domu Diana i Katherine wszystko im opowiedziały. Jakiś czas później ród potępionych Bennettów zaczął zwoływać swoich znajomych i kogo się tylko dało. Ci z poza kraju mieli czekać na lotnisku prywatnym nieopodal osady na ich przybycie. Katherine i reszta wyruszyli następnego dnia o świcie.


Lotnisko w USA nieopodal osady.


Gdy dotarli na lotnisko w Stanach to połowa całej powierzchni lotniska była zapełniona ludźmi. Z tego co słyszałam znajdowało się tam około 10 000 ludzi część stała w budynku i przed nim bo się nie mieścili. To już było coś lecz Katherine dobrze wiedziała że to wciąż za mało. Będą potrzebować większą armię jeśli chcą wygrać tę wojnę. Wszyscy udali się do Wodogrzmotów Cienia. Zbliżając się do ogrodzenia Katherine usłyszała jak ochrona muru formuje się przed wejściem do obrony. Gdy już się zatrzymali krzyknęła:
-Zawołajcie sobowtórki i Pierwszych. Nie chcemy nikogo krzywdzić ani używać siły żeby wejść.
Po murze przeszedł szept i po chwili brama się otworzyła a ku niej szły jej sobowtórki i Pierwsi z Klausem na czele.
-No proszę co za miła niespodzianka.-odparł Klaus.
-Klaus słuchaj jestem po waszej stronie, ja moja córka i jej rodzina oraz armia chcemy dołączyć do was w wojnie i pomóc wygrać. Wtedy nie powiedziałam ci wszystkiego bo miałam ogon. Teraz kiedy mam córkę przy sobie jestem gotowa powiedzieć wszystko i walczyć po właściwej stronie. Musisz mi uwierzyć.
-Wierzę ci. Nasza droga Alice widziała was ale nie wiedzieliśmy tylko kiedy przyjdziecie i z jakimi zamiarami. Cieszę się że jesteś po naszej stronie Katerina. Zapraszam do środka.
Klaus i reszta odsunęli się żeby Katherine i jej towarzysze mogli wejść.
Może sprawa nie jest do końca przegrana?