poniedziałek, 19 lutego 2018

ROZDZIAŁ 27

Po powrocie do Wodogrzmotów Cienia Bonnie i Davina zabezpieczyły naszą osadę potężnymi zaklęciami ochronnymi które uniemożliwiały przedarcie się do osady bez zezwolenia i w innym miejscu niż brama  główna. Następnie odbyło się zebranie  na którym przedstawione zostało zagrożenie i ogłoszono szkolenie specjalne do walki dla niedoświadczonych dla wszystkich powyżej 13 roku życia. To już nie przelewki. Myśleliśmy się poprzednie bitwy były największe lecz ta przechodzi ludzkie pojęcie. Jeszcze nigdy nie mieliśmy za przeciwnika najstarszego z Pierwszych wraz z jego siostrą która jak się okazało była od niego starsza i do tego była Pierwszą wiedźmą nie licząc ich matki. Tak więc nikt nie protestował tylko od razu wziął się do pracy. Wszyscy ciężko pracujemy żeby być jak najlepszym. My bardziej doświadczeni doszkalamy swoje umiejętności, a nowi muszą zaczynać od podstaw i uczyć się wszystkiego szybciej niż my musieliśmy. Dziś mamy dzień wolny dla rodzin i przyjaciół abyśmy mogli się zregenerować. Wieczorem będzie ognisko nad naszym jeziorem. Myślę że będzie to dobre zakończenie dnia gdzie będzie można spotkać wszystkich starych znajomych z osady i poznać jej nowych członków. Za chwilę mam się spotkać z Eleną, Tatią i Amarą z którymi nie widziałam się od powrotu. One jak nowe obywatelki Wodogrzmotów Cienia są w grupie dla początkujących, bo nikogo nie obchodziły ich lata praktyki i żywotności. Musiały przejść cały program szkoleniowy tak jak reszta początkujących. Myślałam że będą protestować lecz one jednak zgodziły się bez wahania dla dobra sprawy jak to określiły. W drodze na spotkanie w centrum miasta rozmyślam o tym co nas czeka i czy Dawid i Aron(którzy przyjechali dzień po moim wyjeździe z osady i byli wściekli że nic im nie powiedziałam o moich planach) uszanują moją prośbę i nie wezmą udziału w walce. Poprosiłam ich o to zaraz po tym jak im wszystko wyjaśniłam. Podczas bitwy mają oni zostać w schronie i pilnować dzieci. Gdy docieram na miejsce to widzę że w ciemnym zaułku ląduje Elena, więc idę w jej ślady i chwilę później witamy się i wchodzimy do restauracji gdzie zamawiamy kawę. Elena opowiedziała mi co się u niej działo od naszego ostatniego spotkania, a także przekazała że Amara i Tatia nie przyjdą ponieważ postanowiły spędzić ten dzień ze swoimi nowymi facetami. Elena wspomniała także że za chwilę dołączy do niej jej chłopak który przyjedzie tu do niej aż z zachodniej Virginii i dołączy do osady na czas szkoleń i bitwy a potem opuszczą razem Wodogrzmoty Cienia(Elena nie dopuszcza do siebie myśli że mogłaby zginąć), postanowiła korzystać ile się da z czasu wolnego i spędzać go z nim.
-Jak ci idą treningi Elena?-spytałam próbując zmienić temat.
-Do wczoraj szkolił nas jakiś azjata ale nie pamiętam jego imienia hahaha. było trudne do wymówienia więc wszyscy mówiliśmy na niego Pan Bibi.-odparła połykając haczyk.
-Jak to do wczoraj? Skończyliście już szkolenie?
-Nie od jutra będziemy mieli nowego nauczyciela amerykana. Inne tutejsze dziewczyny mówiły że to ciacho. Może go poderwiesz co?
-No sama nie wiem. Jakoś mi nie spieszno do miłości ostatnio spaliłam się na jednym facecie. Mam pecha do facetów i tyle.
-Hej nawet tak nie mów jesteś super dziewczyną, na pewno kogoś poznasz.
-Zapominasz tylko że jestem prawie 200letnią wampirzycą która część swojego życia spędziła w trumnie pogrążona w magicznym śnie.
-No i co? Ja też spałam w trumnie i gdy się obudziłam to mój facet czekał na mnie. Niestety zginął dwa lata później. Na szczęście poznałam Danny'ego który jest człowiekiem i nie przeszkadza mu to że jestem wampirzycą. Kiedy skończy 20 lat to chce bym go przemieniła w wampira żeby nasze ciała zawsze pozostały młode i żebyśmy mogli żyć razem.
-Masz niezłe plany. Żebyś się nie przeliczyła.
-Co proszę?
-Nic. Nie ważne.
-Ależ nie. Dalej powiedz mi o co ci chodzi? Ewidentnie chcesz coś powiedzieć.
-Po prostu nie chce żebyście skończyli jak ja i Dawid. Mieliśmy dokładnie tak samo, z tym że to on był wampirem a ja człowiekiem. Pokonaliśmy wszystkie przeciwności losu jakie zesłał nam los. Miałam umrzeć jako człowiek a on miał się zaopiekować naszym synem dopóki on nie umrze. Potem miał ułożyć sobie na nowo życie bez poczucia winy lub dołączyć do mnie po tamtej stronie. Życie miało jednak wobec nas inne plany i tak o to ja i mój syn jesteśmy nieśmiertelni z winy wielu niefortunnych zdarzeń. Jakby tego było mało okazuje się że brat mój i brat Dawida którzy nie powinni żyć od kilkudziesięciu lat, żyją i mają się dobrze, a jakby tego było mało to są po stronie wroga. Nikomu nie życzę takiego losu.
-Wow to jest konkretny argument. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Chyba będę musiała wszystko sobie jeszcze raz przemyśleć.
-Dobra zmieńmy temat. Wiesz jak on się będzie nazywać?
-Tak to Caleb Rivers.
Zamurowało mnie. To by oznaczało że wróci już dziś, a razem z nim wróci także Hayley. Znowu będę musiała robić wszystko żeby go unikać.
-Halo? Ziemia do Pauliny. Halo Paulina co się z tobą dzieje.
-To o nim ci opowiadałam. To ten Caleb. To mój Caleb. A raczej był mój prze chwilę.
-Wow to niezły zwrot akcji. Nie przejmuj się nim. Jak znam życie nie spotkacie się prze szkolenie a potem zawsze możesz wyjechać lub się przed nim ukrywać.
-Nie wiem jak na razie nie chce o tym myśleć Eleno.
-Dobrze całkowicie Cię rozumiem Paula. O zobacz idzie Danny.
Odwróciłam się i zobaczyłam go. Szedł przez ulicę wysoki, szczupły, przystojny czarnowłosy chłopak. Elena to prawdziwa szczęściara. Tak jak ja kiedyś.
-Co do cholery...-wzburzyła się Elena patrząc na drzwi wejściowe.
Poszłam za jej przykładem i spojrzałam w to samo miejsce i wtedy ją zobaczyłam. Szła przy Dannym wtulona w niego. Ciemno-czekoladowe włosy, usta wymalowane szminką w kolorze krwistej czerwieni, czarne buty na wysokim koturnie, czarne legginsy, czarna bluzka do pępka i rozpięta czarna, krótka kurtka skórzana. Oto stała przed nami po raz kolejny żywa legenda, dziewczyna która przechytrzyła samego diabła i zabiła największego i zarazem Pierwszego łowcę wampirów. Katherine Pierce.
-To są jakieś jaja.-zdołałam wydusić.
-Chyba sobie ze mnie żartujecie.-wycedziła Elena.
-Tęskniłyście sobowtórki?-zapytała Katherine z uśmiechem na twarzy i pewnością siebie..-Oh nie odpowiadajcie przecież wiem że tak. Kto by nie tęsknił?
-Co tu się dzieje do cholery?!-wrzasnął Danny.
Dopiero teraz zwróciłam uwagę na chłopaka mojej przyjaciółki. Stał jak wryty z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy.
-Skarbie proszę cię idź do osady. Wiesz gdzie to jest. Kiedy wrócę to wszystko ci wyjaśnię obiecuje. Tylko proszę z nikim nie rozmawiaj i idź prosto do domku pod numerem 20.-odparła Elena
-Chwila przecież to mój domek.-wtrąciłam
-Naprawdę chcesz się teraz o to kłócić Paula?-spytała mnie Elena patrząc na mnie wymownie i dopiero po chwili zrozumiałam że przecież Amara mieszka razem z Eleną a z tego co mi mówiła to Amara spędza cały dzisiejszy dzień w łóżku ze swoim nowym facetem. W sumie Danny mógłby być w szoku widząc kolejną z nas.
-Dobrze idź tam.-odparłam.
-Dziękuję Paula.-powiedziała do mnie przyjaciółka.
-Dobrze ale będziesz się musiała grubo tłumaczyć Eleno.-powiedział Danny ze złością. Odwrócił się i wyszedł.
-Danny...-zaczęła Elena.
-Ooo jak miło się patrzy na czyjąś tragedię. Mogłabym tak w nieskończoność ale najpierw interesy. Chodźcie za mną.
Wyszłyśmy z niechęcią i udałyśmy się do miejsca gdzie wylądowałam z Eleną. Najpierw Katherine spierała się z Eleną o Danny'ego.  Kiedy już skończyły to Katherine zaczęła mówić o tym po co tu przyszła.
-Nie podoba mi się to że muszę rozmawiać z moimi marnymi kopiami tak więc przejdę do rzeczy żebym mogła jak najszybciej stąd iść.-zaczęła Pierce
-Nareszcie gadasz do rzeczy-odparłam
-Tak więc dwoje moich wspólników szykuje na was dwie armie po kilka tysięcy każda. Ja miałam stworzyć trzecią jednak tego nie zrobię z powodów osobistych. Ponadto szykują coś mocnego czemu podobno żadne z was nie da rady. Ani wiedźma, wampir czy inna istota nadnaturalna.
-Dlaczego nam to mówisz? Dlaczego mamy ci wierzyć? Co nagle taka dobra się zrobiłaś?-spytałam
-Nie po prostu mam dosyć tamtej dwójki. Są oni nie do zniesienia wiecznie się kłócą i wiecznie zmieniają plany. Nudzą mnie takie szczeniackie kłótnie dlatego postanowiłam się zmyć pod pretekstem zebrania armii.
-Ktoś jeszcze o tym wie?-zapytała Elena
-Klaus.-odpowiedziała z pogardą w głosie.
-Jakim cudem Klaus? Przecież on przy pierwszej okazji by ciebie zabił.
-Może i tak ale dzięki Elijaha'y zgodził się mnie najpierw wysłuchać. W zamian miał ofiarować mi wolność jeśli wiadomości będą na tyle przydatne. Zanim tu przyszłam widziałam się z nim. Od dziś skończyłam uciekać przed nim. Katherine Pierce jest wolna.
-Chyba nie powiesz mi że masz już dość uciekania? Przecież z tego słyniesz. Słynna Katherine Pierce która przechytrzyła samego diabła.-powiedziałam.
-Tak Paula ale wiesz po 500 latach uciekania znudziłam się. Teraz mam zamiar dołączyć do córki, którą znalazłam wieki temu i zmieniłam w wampirzycę w wieku 20 lat a potem dobrze ukryłam przed nieproszonymi ludźmi.
-Co? Jak to możliwe? Przecież Stefan zawsze mówił że znalazłaś swoją córkę po swojej przemianie kiedy uciekałaś przed łowcami. Była ona martwa w karecie w objęciach twojej niani.-powiedziała Elena.
-Nie wszystko co powiedziałam kiedyś braciom Salvatore było prawdą. A właśnie co tam u Damona? Wie o twoim nowym chłoptasiu?
-Nie waż się o nim nawet wspominać. O nim i o Stefanie. Dobrze wiesz że nie żyją. Stefan zginął z twojej winy. Gdyby nie to, to dożyłbym starości u boku Caroline, a może nawet znów mógłby być wampirem jeśli Davina znalazłaby na to sposób.-zaczęła krzyczeć Elena. Dojrzałam w jej oczach łzy. Zdecydowałam że nigdy nie będę poruszać tematu braci Salvatore.
-Uważaj bo się wzruszę. Kłamałam jasne? Gdyby Klaus dowiedział się o niej to Diana byłaby zagrożona i musiałaby uciekać całe życie tak jak ja. Nie chciałam takiego życia dla mojej córki. Uwierz mi lub nie ale akurat w tamtych czasach byłam dobrą matką która wychowała swoją córkę najlepiej jak potrafiła. Po przemianie Diana była ze mną w ciągłym ruchu lecz później poznała chłopaka. Postanowiłyśmy że zmienimy jej dane i zostanie ona z nim, a ja ruszę dalej po ich ślubie. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu nie licząc dnia w którym Diana się urodziła. Dwa dni później zahipnotyzowałam ją tak jak to ustaliliśmy. Dopóki nie zwrócę jej pamięci o mnie to myśli że nie żyję. Odwiedza fałszywy grób który zrobiłyśmy. Oficjalnie zginęłam w wypadku miesiąc po moim odejściu.
Zobaczyłam jak w oczach zbierają się jej łzy które natychmiast wytarła.
-Wow. Takiej Kateriny Petrovej nie znałam. Prawie się wzruszyłam.-zagaiłam.
-Paulina nie musisz być zgryźliwa.
-Doprawdy?
-Tak. Dobra zrobiło się zbyt ckliwie. Zrobiłam swoje. Czas na mnie. Pozdrówcie ode mnie Elijaha. Zawsze będzie tym jedynym. Może kiedyś dorosnę do związku z nim. Żegnajcie.
Chwilę później już jej nie było.
Elena i ja natychmiast wyruszyłyśmy do osady. Nadal byłyśmy zaintrygowane słowami Katherine.


Tymczasem gdzieś na obrzeżach Nowego Orleanu.


Finn przechadza się po pokoju gdy nagle dzwoni do niego telefon. Odbiera.
-Halo? Kto mówi?
-Wszystko idzie zgodnie z planem.-odezwał się głos w słuchawce wyraźnie zmodulowany.
Po chwili rozmówca się rozłączył. W tej samej chwili do pokoju weszła Freya.
-Co się dzieje braciszku?
-Pierwsza faza zakończyła się pomyślnie. Tak jak przewidywaliśmy siostro.
-Świetnie w takim razie przechodzimy do fazy drugiej.
Chwilę później Freya i Finn weszli do podziemnej komnaty w której stały 4 trumny.
-Czas obudzić rodzinę bracie.
-Jestem gotów siostro.
-Sprowadźmy wiedźmę, niech zacznie przygotowywać rytuał przebudzenia.
-Jesteś pewna że Alex Drax będzie na tyle silna żeby to zrobić?
-Sama nie, lecz ze mną tak. Jest ona ostatnią żyjącą wiedźmą z rodu naszej ciotki Dhalii. Nasze drogie rodzeństwo nawet nie wie co ich czeka.
-Freyo obyś miała rację. Myślisz że nie zostaliśmy zdradzeni?
-Nie za bardzo jej zależy na córce.
-Tak ale wiesz w końcu to Katherine Pierce. Legenda która uciekła diabłu.
-Proszę cię bracie, nasz brat to żaden diabeł tylko zwykły mieszaniec. Natomiast droga Katerina nie jest taka głupia żeby poświęcić życie córki. Akurat w tej kwestii jestem pewna. Nie zdradziła.
-Obyś miała rację.
-Mam, a teraz chodź. Musimy sprowadzić naszą kuzynkę do domu.
Wyszli ramię w ramię. Wodogrzmoty Cienia nie mają pojęcia co ich czeka, co nadchodzi ani że po raz kolejny padli podstępem Katherine Pierce. To na prawdę może być koniec osady i jej mieszkańców bo przecież kto zwycięży 2 najstarsze i najpotężniejsze wiedźmy jakie chodziły kiedykolwiek po tym świecie, oraz tych co śpią w trumnach. Zbliża się największa wojna nadnaturalnych jaką widział świat.


Tymczasem gdzieś w Zjednoczonych Emiratach Arabskich


Katherine Pierce jedzie skradzionym Porsche przez pustynie, bezskutecznie próbując się dodzwonić do Diany.
-Diana do cholery odbierz ten telefon. Jestem w drodze do was. Proszę cię musisz odebrać mamy...
-Halo? Kto mówi?-dobiegł kobiecy głos ze słuchawki.
-Mówi Katherine Pierce. Byłam przyjaciółką twojej matki. Musimy się spotkać. Dostałam od niej wskazówki jak znaleźć ciebie i twój ród. Proszę cię wyjedź mi na spotkanie. Jadę żółtym Porsche na zachód od waszej lokalizacji. Jeśli chcesz żeby twoja rodzina przeżyła to zrób to.
-Ale zaraz halo...-usłyszała Katherine zanim się rozłączyła. Łzy napłynęły jej do oczy. Od tak dawna nie słyszała i nie widziała swojej córki. Ale na szczęście jest wolna i może się z nią spotkać.
Pół godziny później z naprzeciwka nadjechało czarne Porsche i po zatrzymaniu się na przeciw siebie pewnym krokiem wyszła młoda kobieta, blondynka o delikatnych rysach twarzy.
-Jestem tak jak pani kazała. Co to za nagła sprawa i co to ma wspólnego z moją matką?-zapytała
Katherine od razu podeszła do niej i powiedziała patrząc w oczy:
-Przypomnij sobie wszystko.
Przez chwilę dziewczyna stała jak posąg. Po chwili do jej oczu naszły łzy i natychmiast rzuciła się matce w objęcia.
-Mamo wróciłaś, tak długo czekałam na ten moment. Nawet nie wiesz ile mam ci do opowiedzenia. Cieszę się że jesteś.-powiedziała dziewczyna przez łzy.
-Ja też się cieszę skarbie nawet nie wiesz jak bardzo, że w końcu mogę cię przytulić. Po tylu latach nareszcie mogłam do ciebie wrócić.-odpowiedziała jej Katherine przez łzy
-Chwila...Klaus, co z nim czy już nam nie zagraża?
-Nie to już jest koniec. Jesteśmy wolne. Nasz koszmar się skończył ale niestety może zacząć się inny dlatego musisz zebrać całą swoją rodzinę oraz swoją armię i musimy udać się do Wodogrzmotów Cienia aby pomóc Klausowi i naszej rodzinie, inaczej zło może wygrać a wtedy nigdzie nie będzie bezpiecznie bo moi byli już wspólnicy na pewno się nas pozbędą zaraz po tym jak wygrają. Michael o to zadba.
-Dobrze mamo. To musimy jak najszybciej jechać do mojego domu. Wyruszymy jutro o świcie.
-Myślisz że oni się zgodzą?
-Tak w końcu to moja rodzina, a kiedy się jeszcze dowiedzą że ich krewna wiedźma Bennett też jest po naszej stronie to na pewno nas wesprą.
-Niech ci się przyjrzę, jesteś wspaniałą kobietą Diano Pierce.
-Mamo po 200 latach zmieniłam swoje dane. Od tamtego czasu jestem Diana Petrova-Bennett.
-Jestem z ciebie na prawdę dumna skarbie. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Diana przytuliła matkę po czym wsiadły do samochodów i odjechały. W domu Diana i Katherine wszystko im opowiedziały. Jakiś czas później ród potępionych Bennettów zaczął zwoływać swoich znajomych i kogo się tylko dało. Ci z poza kraju mieli czekać na lotnisku prywatnym nieopodal osady na ich przybycie. Katherine i reszta wyruszyli następnego dnia o świcie.


Lotnisko w USA nieopodal osady.


Gdy dotarli na lotnisko w Stanach to połowa całej powierzchni lotniska była zapełniona ludźmi. Z tego co słyszałam znajdowało się tam około 10 000 ludzi część stała w budynku i przed nim bo się nie mieścili. To już było coś lecz Katherine dobrze wiedziała że to wciąż za mało. Będą potrzebować większą armię jeśli chcą wygrać tę wojnę. Wszyscy udali się do Wodogrzmotów Cienia. Zbliżając się do ogrodzenia Katherine usłyszała jak ochrona muru formuje się przed wejściem do obrony. Gdy już się zatrzymali krzyknęła:
-Zawołajcie sobowtórki i Pierwszych. Nie chcemy nikogo krzywdzić ani używać siły żeby wejść.
Po murze przeszedł szept i po chwili brama się otworzyła a ku niej szły jej sobowtórki i Pierwsi z Klausem na czele.
-No proszę co za miła niespodzianka.-odparł Klaus.
-Klaus słuchaj jestem po waszej stronie, ja moja córka i jej rodzina oraz armia chcemy dołączyć do was w wojnie i pomóc wygrać. Wtedy nie powiedziałam ci wszystkiego bo miałam ogon. Teraz kiedy mam córkę przy sobie jestem gotowa powiedzieć wszystko i walczyć po właściwej stronie. Musisz mi uwierzyć.
-Wierzę ci. Nasza droga Alice widziała was ale nie wiedzieliśmy tylko kiedy przyjdziecie i z jakimi zamiarami. Cieszę się że jesteś po naszej stronie Katerina. Zapraszam do środka.
Klaus i reszta odsunęli się żeby Katherine i jej towarzysze mogli wejść.
Może sprawa nie jest do końca przegrana?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz