Nie mogłam w to uwierzyć. Od 4 lat nie było nigdzie żadnego wampira. Skąd ona się tu do cholery wzięła, myślałam że już dawno nie żyje. Kiedy się odwróciłam żeby uciec do samochodu po kołek ona stała już prze de mną.
-Paulina-powiedziała
-Katherine-odpowiedziałam
-Kopę lat nic się od tamtego czasu nie zmieniłaś.
-Ty też nie nadal masz obsesję na jego punkcie jak widzę ale to się wkrótce zmieni.
-Dlaczego?-spytała ironicznie
-Bo przestaniesz istnieć.
-Co?
Wtedy wylałam na nią butelkę wody którą trzymałam w ręce i w której była werbena. Zaczęła krzyczeć a ja pobiegłam ile sił w nogach do auta i wyciągnęłam z bagażnika kołek i pobiegłam w jej stronę.
-Zadam ci kilka pytań.
-No dalej może na któreś odpowiem hahahaha.
-Co zrobiłaś z Agatą?
-Ou mówisz o tej biednej małej sierotce Marysi która wścibiała nos w nie swoje sprawy? Tak kojarzę ją.
-Gdzie ona jest?
-Spoczywa w pokoju.
-Od ilu lat?
Pamiętasz dzień w którym miała się z tobą spotkać w Hiszpanii i miała ci powiedzieć coś bardzo ważnego a kiedy się spotkałyście nic takiego nie powiedziała?
-Tak i co z tego?
-Dzień wcześniej spłonęła w lesie razem ze swoimi kolegami wampirami.
-Co? Przecież ona nie była wampirem.
-Ależ oczywiście że b...
W tym momencie kołek przekłuł jej klatkę piersiową. To Dawid ją przekłuł.
-Coś ty zrobił?
-Ona by Cię zabiła
-Nie miała w sobie werbenę była słaba.
-Nie udawała. Ona codziennie pije napar z werbeny i się na niego uodporniła.
-Ja nie wiedziałam.
-Co ci powiedziała?
-Ona ma naszych braci i trzyma ich gdzieś za miastem.
-Zamkniemy ją w piwnicy do póki nie osłabnie a wtedy z niej to wyciągniemy.