-Jakim prawem przeszkadzasz nam w zebraniu?-spytał Klaus trochę rozzłoszczony.
-Oni...Oni będą tu za kilka godzin.-powiedziała zdyszana Alice.
-Co? Ale jak to? To niemożliwe przecież miałaś widzieć kiedy wyruszą.
-Tak miała ale Freya znalazła sposób na zablokowanie jej i podsyłała fałszywe decyzje.-wtrąciła Katherine
-Ile mamy czasu.-zapytał Elijah?
-Nie wiem. 10h może o wiele mniej. Tak czy siak musimy zacząć się zbroić i obstawić całą osadę. Inaczej zmiotą nas w kilka chwil.-powiedziała Alice
-Ale nie wiedzą o wsparciu ze strony Katherine.-wtrąciła Rebekah.-Poza tym wieczorem miał przybyć Marcel ze swoją armią.
-Możemy nie dożyć wieczora siostro-powiedział Kol
-Davina Bonnie Qetsia czy możecie jakoś ich spowolnić?-zapytała Elena
-Tak zrobimy co się da.
-Klaus musicie wiedzieć coś jeszcze.-powiedziała Alice.
-O co chodzi?
-Razem z Freyą i Finnem idą wasi rodzice oraz ciotka Dhalia i Silas który ma ciało Stefana Salvatore.
Wszyscy zamarli. Najwięksi wrogowie i najbardziej okrutne osoby jakie widziała ta ziemia zmierzają ku nim. To jakiś żart.
-S-Silas?-wykrztusiła Amara-Przecież on wysechł lata temu. To niemożliwe.
-Nie jeśli przeprowadzili perfekcyjnie cały rytuał przebudzenia ale do tego potrzebna by była wiedźma z rodu Bennett lub Claire, a tak się składa że z tego rodu żyjemy tylko ja i Bonnie, więc jakim cudem im się udało?-odezwała się Davina.
-Mieli znaleźć jakąś daleką kuzynkę Klaua Rebeki Kola i Elijaha. Jeśli dobrze pamiętam to nazywa się Alex Drax czy jakoś tak.-powiedziała Katherine.
-To niemożliwe. Alex Drax nie żyje od setek lat.-odezwała się Tatia
-Skąd ty to wiesz Tatio?-zapytał Elijah.
-Sama ją zabiłam kiedy mnie ścigała. Spaliłam jej ciało. Patrzyłam jak płonie aż został tylko popiół. To niemożliwe żeby przeżyła.
-Chyba że połączyła się z jakimś przedmiotem lub człowiekiem i wtedy po śmierci jej dusza przenosiła się tam i po jakimś czasie mogła być w pełni sił żeby przejąć osobowość żywiciela. Jeśli jednak była zaklęta w jakimś przedmiocie to ktoś musiał ją uwolnić. To jedyne wytłumaczenie dla tego wszystkiego.-odezwała się Qetsia która przez większość czasu milczała.
-Dobrze w takim razie Rebekah ogłoś stan najwyższej gotowości. Tatia zmobilizuj wojska. Wiedźmy niech zapewnią najlepszą ochronę jaką tylko mogą. Paulina znajdź Dawida i zaprowadźcie wszystkich do schronu a potem wróć tutaj.-rozkazał Elijah.
Wszyscy wyszli w pośpiechu i przystąpili do szykowania się do wojny. Musieliśmy sprawiać pozory jakbyśmy o tym nie wiedzieli dlatego z głośników został puszczony normalny hałas jaki towarzyszy codziennemu życiu w Wodogrzmotach Cienia. Wszyscy dookoła przytulali się i życzyli szczęścia po czym wracali do szykowania się. Dawid siedział na schodach do mojego domu razem z Aronem Dannym i Tatią oraz Eleną. Gdy mnie zobaczyli to od razu wiedzieli o co chodzi i przystąpili do działania. Zaczęliśmy iść w stronę schronu.
-Aron synku.-odezwałam się do syna.
-Tak mamo?-odpowiedział.
-Masz proszę weź mój pamiętnik. Jeśli zginę to pisz w nim wszystko co ci się przytrafi. Niech ci służy dobrze.-powiedziałam wyciągając mój pamiętnik z kieszeni i dając go Aronowi.
-Mamo ja nie mogę.
-Ależ możesz. Nie chcę go niszczyć ani ukrywać a wiem że u ciebie będzie bezpieczny. Proszę spełnij moją prośbę.
-No dobrze, ale biorę go tylko na przechowanie. Po wojnie sama po niego przyjdziesz i odbierzesz.
-Dobrze tak zrobię.-po tych słowach przytuliłam mojego syna mocno co odwzajemnił. Mam nadzieję że jeszcze zobaczę mojego syna.
Chwilę później byliśmy przy wejściu do schronu. Aron wszedł pierwszy, a zanim zaczęli wchodzić inni. Na koniec Dawid podszedł do mnie i przytulił mnie mocno szepcząc do ucha:
-Pamiętaj masz przeżyć. Masz dla kogo żyć. Masz tu przyjaciół, syna i Elijaha.
-Dobrze postaram się. Dawid proszę obiecaj mi, że zaopiekujesz się naszym synem jak najlepiej kiedy mnie zabraknie. Kocham was oboje bardzo mocno.-odpowiedziałam
Potem odeszłam widząc jak żegna się jeszcze z Tatią i wchodzi pod ziemię. Udałam się natychmiast do Elijaha. Czekał na mnie w domu. Natychmiast rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam płakać.
-Myślałam że mamy więcej czasu. To nie tak miało być Elijaha.
-Wiem kochanie ale nie płacz. Przetrwamy to razem. Wyjdziemy z tego jeszcze silniejsi, a po wszystkim wezmę Cię za żonę i wyjedziemy z Wodogrzmotów Cienia.
-Dobrze tak zrobimy. Nie opuszczaj mnie podczas walki. Walczymy obok siebie.
-Dobrze kochanie.-po tym pocałował mnie długo i namiętnie. Ten pocałunek mógłby się nigdy nie kończyć. Niestety w tym momencie rozbrzmiały syreny słyszane na różnych częstotliwościach. Dla każdego nadnaturalnego na innej częstotliwości. Za murem nikt by tego nie usłyszał. To oznaczało tylko jedno.
-Przyszli, już tu są.-odezwał się Elijaha
-Kocham Cię Elijaha.-nie wierzę że to powiedziałam. Złapał mnie za rękę, pocałował i powiedział.
-Też Cię Kocham.
Wyszliśmy. Cała osada zebrała się w połowie drogi do bramy. Staliśmy wszyscy razem. Ramię w ramię. Czekaliśmy aż nasi wrogowie wejdą. Bonnie i Davina rzuciły zaklęcie dzięki któremu nas nie zobaczą dopóki na nich nie ruszymy. Chwilę później nastąpił wybuch i brama wyleciała w powietrze. Weszli. Armia nadnaturalnych. Wszyscy w czerni. Wdarli się jak woda, czarny nurt zatrzymał się na wejściu. Do przodu wyszła wysoka blondynka a za nią wysoki brunet. Freya i Finn. Za nimi wyszli Esther i Michael Mikaelson oraz Dhalia z Alex Drax i Silas.
-Gdzie oni wszyscy są do cholery?-warknęła Freya.
-Schowali się jak tchórze.-odpowiedział jej ze spokojem Finn
-Przecież to podstęp. Od razu widać tu robotę wiedźm. Na pewno ustawiają się właśnie dookoła nas i zobaczymy ich dopiero jak na nas ruszą. To stare czary moja córko. Tylko wiedźma Bennett lub Claire może znać takie czary.
-Atakujmy siostro zanim oni to zrobią.-powiedział Finn
-Twój brat ma rację.-odezwał się Michael.
-Nie możemy zaatakować czegoś czego nie widzimy.-odezwała się Dhalia.
-Są przed nami.-odezwała się Alex.-Stoją na placu.
-Amaro, miłości moja. Wyjdź, nie ukrywaj się. To ja Silas twój mąż. Znów możemy być razem tylko wyjdź i dołącz do nas.-odezwał się Silas.
Wszyscy spojrzeli na Amarę. Łzy jej leciały ale nie ugięła się. Stała twardo z nami.
-Nie pozostawiacie nam wyboru-odezwała się Freya.
-Do ataku...Na nich!!!-wrzasnął Finn
Ruszyli na nas bez wahania. Zrobiliśmy to samo. Rozpoczęła się krwawa walka. Wszyscy zawzięcie walczymy i jak na razie chyba wygrywamy chociaż widzę gdzieniegdzie poległych naszych. Rozglądam się dookoła i widzę że Elena potrzebuje mojej pomocy. Spojrzałam na Elijaha. Zabijał jak oszalały. Spojrzał na mnie i wiedział od razu o co mi chodzi.
-Pomóż jej.-krzyknął
Rzuciłam się w jej stronę po chwili dołączyła do nas Katherine Tatia i Amara. Walczyłyśmy razem jak siostry. Pierwszy raz cieszyłam się z obecności Katherine. Była jak lwica. Nagle zza pleców usłyszałam krzyk. Obejrzałam się a za mną nadchodziła druga armia na czele której stał Silas.
-Amara!!!-darł się.
Amara spojrzała w jego stronę i zaczęła biec z wściekłością w oczach. Nie czekałyśmy długo i pobiegłyśmy za nią. Gdy rzuciłyśmy się na niego to ona bez problemu nas powalił. Leżałam jak sparaliżowana czekając aż mój kręgosłup się zrośnie. Rozglądałam się i szukałam dziewczyn. Nigdzie ich nie było. Ból zniknął. Wstałam. Zobaczyłam że z lewej strony biegnie Rebekah z Marcelem i armią. Udało mu się przybyć wcześniej. Rozglądam się dookoła. nie widzę nikogo znajomego. Dookoła mnie ustawili się wrogowie po chwili zaatakowali. Nie mam żadnych szans. Dziwne nie poczułam uderzenia. Odwróciłam się i zobaczyłam Dawida Elijaha Arona i Caleba. Walczyli w mojej obronie wszyscy moi mężczyźni. Od razu zaczęłam im pomagać. Byłam zła,że Dawid i Aron jednak biorą udział w wojnie ale uratowali mnie więc nie będę im robić wyrzutów. Nagle usłyszałam krzyk, dobiegał gdzieś od strony wejścia. Pobiegłam tam i zobaczyłam Amarę która za chwilę miała zginąć z rąk Silasa. Nie zastanawiając się ani chwili ruszyłam na pomoc przyjaciółce. Biegnąc z całej siły uderzyłam barkiem w Silasa, a ten odleciał kawałek dalej od nas. Już chciałam pomóc wstać Amarze gdy nagle moje ciało sparaliżował ból. Poczułam coś na moim sercu. To musiała być ręka. Amara zaczęła krzyczeć. Usłyszałam też krzyki kilku innych osób. Zobaczyłam że zaczęli się do mnie przedzierać moi przyjaciele, z Elijahem na czele. Nawet Katherine ruszyła mi na pomoc i znalazła się przy mnie najszybciej. Gdy chciała zaatakować to nagle coś ją odrzuciło. Wtedy ujrzałam Freyę i Alex. Wytworzyły wokół nas jakąś barierę i nikt nie mógł się do nas przebić. Słyszałam tylko krzyki innych. Wtedy mój oprawca przemówił:
-Już nikt ci nie pomoże jesteś zdana na siebie. Może i jesteś odrodzoną ale wciąż jesteś tą samą słabą dziewczyną która potrzebuje ratunku. Spójrz na nich są gotowi oddać za ciebie życie, a czy ty byłabyś gotowa zrobić dla nich to samo?-to był Finn Mikaelson.
-Oczywiście że tak.-odpowiedziałam
-Finn dalej zabij ją nie wytrzymam zbyt długo!-krzyknęła Freya.
-Jakieś ostatnie słowo?
-Kocham Was, pamiętajcie o tym i nie dajcie się. Zabijcie tych drani. Będę przy was zawsze duchem. Kocham was, nie zapomnijcie o tym nigdy.-krzyknęłam przez łzy.
-Zrób to dalej bracie!-krzyczała ciągle Freya.
-Dobranoc moja droga.-wyszeptał Finn.
Patrzyłam jak moi bliscy stoją bezradnie i płaczą. Elijah się nie poddawał razem z Eleną Aronem i Bonni i próbowali się przebić. Reszta tylko patrzyła i płakała, nie miałam im tego za złe. Pożegnałam się oni też krzycząc że mnie kochają. Wtedy poczułam jak ręka wysuwa się z mojego ciała, a w moim ciele zostaje dziura.
-Nieeeeee!!!-krzyczeli wszyscy. Ich krzyki słyszałam już jak echo. Opadłam na kolana, czułam jak kamienieję, jak powoli upływa ze mnie życie.
-Gotowe, Freya uciekamy!-krzyknął Finn i uciekli. Upadłam już na ziemię i widziałam jak wpadli w pułapkę i zostali rozszarpani przez Katherine Elenę Tatię Amarę Rebekę Kola i Klausa. Elijaha Dawid i Aron byli przy mnie i żegnali się. Reszta też zjawiła się przy mnie. Bonnie próbowała czarami umieścić moje serce z powrotem na swoim miejscu. Może to dlatego jeszcze żyłam, chociaż wiedziałam że nie na długo.
-Wszystko będzie dobrze kochanie, Bonnie się uda i wszystko będzie dobrze.
-Kocham Cię Elijah.-zdołałam wykrztusić patrząc mu w oczy. Straciłam czucie w rękach. Powoli paraliż śmierci zbliżał się do twarzy. Nadal patrząc w oczy mojemu facetowi poczułam że życie opuszcza moje ciało i nastała ciemność. Lecz mój umysł jeszcze funkcjonował. Nic już nie czułam, dookoła mnie była ciemność. Byłam gotowa odejść. Ocaliłam przyjaciółkę poświęcając się. Miałam czyste sumienie. Żegnajcie moi kochani zobaczymy się po drugiej stronie.Mój czas dobiegł końca.
-Już nikt ci nie pomoże jesteś zdana na siebie. Może i jesteś odrodzoną ale wciąż jesteś tą samą słabą dziewczyną która potrzebuje ratunku. Spójrz na nich są gotowi oddać za ciebie życie, a czy ty byłabyś gotowa zrobić dla nich to samo?-to był Finn Mikaelson.
-Oczywiście że tak.-odpowiedziałam
-Finn dalej zabij ją nie wytrzymam zbyt długo!-krzyknęła Freya.
-Jakieś ostatnie słowo?
-Kocham Was, pamiętajcie o tym i nie dajcie się. Zabijcie tych drani. Będę przy was zawsze duchem. Kocham was, nie zapomnijcie o tym nigdy.-krzyknęłam przez łzy.
-Zrób to dalej bracie!-krzyczała ciągle Freya.
-Dobranoc moja droga.-wyszeptał Finn.
Patrzyłam jak moi bliscy stoją bezradnie i płaczą. Elijah się nie poddawał razem z Eleną Aronem i Bonni i próbowali się przebić. Reszta tylko patrzyła i płakała, nie miałam im tego za złe. Pożegnałam się oni też krzycząc że mnie kochają. Wtedy poczułam jak ręka wysuwa się z mojego ciała, a w moim ciele zostaje dziura.
-Nieeeeee!!!-krzyczeli wszyscy. Ich krzyki słyszałam już jak echo. Opadłam na kolana, czułam jak kamienieję, jak powoli upływa ze mnie życie.
-Gotowe, Freya uciekamy!-krzyknął Finn i uciekli. Upadłam już na ziemię i widziałam jak wpadli w pułapkę i zostali rozszarpani przez Katherine Elenę Tatię Amarę Rebekę Kola i Klausa. Elijaha Dawid i Aron byli przy mnie i żegnali się. Reszta też zjawiła się przy mnie. Bonnie próbowała czarami umieścić moje serce z powrotem na swoim miejscu. Może to dlatego jeszcze żyłam, chociaż wiedziałam że nie na długo.
-Wszystko będzie dobrze kochanie, Bonnie się uda i wszystko będzie dobrze.
-Kocham Cię Elijah.-zdołałam wykrztusić patrząc mu w oczy. Straciłam czucie w rękach. Powoli paraliż śmierci zbliżał się do twarzy. Nadal patrząc w oczy mojemu facetowi poczułam że życie opuszcza moje ciało i nastała ciemność. Lecz mój umysł jeszcze funkcjonował. Nic już nie czułam, dookoła mnie była ciemność. Byłam gotowa odejść. Ocaliłam przyjaciółkę poświęcając się. Miałam czyste sumienie. Żegnajcie moi kochani zobaczymy się po drugiej stronie.Mój czas dobiegł końca.
KONIEC KSIĘGI 1-PAULINA