Ich nadejście na polanę przypominało pełne przepychu widowisko z udziałem jakiejś koronowanej głowy. Poruszali się w ścisłej, oficjalnej formacji, ale bynajmniej nie monotonnym marszowym krokiem-spłynęli z drzew idealnie z sobą zsynchronizowani. Tak zgrabnie się przemieszczali, że ciemna falująca fala jaką tworzyli zdawała się unosić kilka centymetrów nad ziemią. Zbliżali się do nas powoli, lecz nieubłaganie. Nie spieszyli się na nic nie uważali, niczym się nie przejmowali. Było to tempo niepokonanych.
-Śmiecie nadchodzą,śmiecie nadchodzą-zamruczał pod nosem Gale, po czym zaśmiał się i zrobił krok w stronę Kate.
-A jednak się pojawili-szepnął Dawid do Justina.
-Z żonami-syknął Justin-Z całą strażą. Wszyscy w komplecie.
A potem jak gdyby sama liczba Volturich nie była dość porażająca za ich orszakiem na polanę zaczęło wychodzić jeszcze więcej wampirów. Nie mieliśmy żadnych szans, było ich zbyt wielu. Za sobą po bokach usłyszałam bicie wielkich serc. To zmiennokształtni dołączyli do nas w postaciach wilków. Kiedy wrogi oddział ich zobaczył to natychmiast się zatrzymał. Majusz stał jak sparaliżowany. Wtedy z naszego tłumu wyszedł Jessie który rządził w Wodogrzmotach Cienia i zaczął prowadzić pertraktacje. Po godzinie wrócił i powiedział że na nic się to stało. Dzięki jego darowi czytania w myślach dowiedział się że chcą nas wybić co do jednego. Wtedy ich przywódca Maro przemówił.
-Zebraliśmy się tu by zniszczyć w zarodku organizację w której przebywają istoty nadnaturalne tacy jak nasi braci i siostry wampiry którzy żyją w przekonaniu że żywienie się krwią zwierząt jest najlepsze dla nich bo wtedy nie krzywdzą żadnych ludzi.
Tłum za Marem wydał pomruk aprobaty dla niego a on uradowany ciągnął dalej.
-Z każdym rokiem technologia idzie naprzód i ludzie w każdej chwili mogą nas zniszczyć. Nasi nowo narodzeni bracia walczyli z waszymi oddziałami ale jak widzimy to was nie powstrzymało chociaż i tak wiecie że nie wygracie tej wojny. Pierwszym który zginie jest szczeniak który próbował wkupić się w nasze łaski a potem próbował mnie zabić we śnie. STRAŻ! Przyprowadzić mi tu to ścierwo.
W tłumie coś się poruszyło i dwóch osiłków wyprowadziło na przód jakiegoś chuderlawego chłopaka.
-Zdjąć worek.
Uczynili to od razu i wtedy moje serce zamarło. To był mój syn. Aron żył. Nie mogłam w to uwierzyć. Przez 4 miesiące żyłam w przekonaniu że go już nie ma a oto teraz zostanie on stracony na moich i Dawida oczach.
-Mamo!-krzyknął Aron
Maro rozejrzał się i dopiero kiedy krzyknęłam to mnie zauważył.
-Aron synku nic ci nie jest?
-Mamo boję się nie chcę umierać. Chciałem dobrze. Pomóżcie mi błagam was.
-Zrobimy wszystko co w naszej mocy nie martw się.
-Oooo co za ironia-zaśmiał się Maro-matka będzie oglądać śmierć syna. Rozwiążcie go niech leci. Zginie razem ze swoją rodziną.
Aron zaczął biec. Łzy szczęści napłynęły mi do oczu. Justin wyleciał po niego bo był najszybszy. Zanim jednak dobiegł to Maro przeleciał w powietrzu i stanął przed moim synem, złapał go za szyję drugą ręką odepchnął Justina i zaczął dusić Arona.
-Zostaw go w spokoju.-usłyszałam krzyk Dawida i chwile później biegł już on na pomoc naszemu synowi. Ostatecznie go pokonał ale wtedy Majusz wydał rozkaz atakowania. Obydwie strony ruszyły. Wojna była pierwszą taką w historii od stuleci. Kiedy pokonywałam ochroniarkę Mara zauważyłam że Majusz Marek i żony uciekają. Odwróciłam się zobaczyłam że spora część naszych nie miała już co robić bo w mgnieniu oka wybiliśmy Volturich którzy okazali się słabymi wojownikami. Niestety nie obyło się bez ofiar i po naszej stronie z 1500 tysiąca co najmniej 500 nie żyje. Kiedy urwałam Jane głowę wskazałam na kilka osób i pobiegliśmy za nimi. Wkrótce dołączyła reszta lecz niestety ich nie dogoniliśmy więc postanowiliśmy nie zwlekać i jak najszybciej dotrzeć do Volterry, a nawet jak się uda to przed nimi.
12 godzin później
Dotarliśmy przed nimi i każdy ukrył się w zakamarkach Volterry. Wtedy go usłyszałam.
-Jak mogliśmy ponieść taką porażkę. To jest niedopuszczalne. Cała nasza straż i nasz brat i jego żona nie żyją. Polegli przez bandę śmieci z bagien.
-Ależ Majuszu co my tu w takim razie robimy skoro nasi rodacy zostali wybici powinniśmy uciekać jak najdalej stąd. Czemu tego nie zrobiliśmy?
Wtedy postanowiłam wyjść z ukrycia a cała reszta czyli ponad 500 nadnaturalnych zrobili to samo.
-Właśnie czemu tego nie zrobiliście drogi Majuszu?
Stanęli jak wryci.
-Jak...Jak...Jak wy tu...
-Skończysz wreszcie którąś wypowiedź?
-Skąd wy się tu wzięliście? Jakim prawem wchodzicie do naszego domu i po co?
-Jesteśmy tu po to żeby dobić tych co nie polegli na polanie.
Majusz i reszta próbowali nas powstrzymać ale w końcu ja zabiłam go a każdy z nas zabił tych co przeżyli. Spaliliśmy Volterrę bo stwierdziliśmy że dowództwo zostanie takie jakie było u nas czyli rządził będzie Jessie i rada wampirów. Ale oni nie chcieli tu być tylko wolą nadal być w Wodogrzmotach cienia.
Od teraz wszystko się zmieni. Każdy z nas będzie mógł zająć się czym chce bez żadnych obaw. Tydzień po powrocie ja i Dawid zerwaliśmy. Nasz związek był nudny a powrót Arona utwierdził nas w przekonaniu że tylko on nas łączy więc zostaniemy przyjaciółmi i nic więcej. To będzie nowy początek dla nas wszystkich.