sobota, 23 grudnia 2017

ROZDZIAŁ 26

Nie wiem jak długo byłam nieprzytomna. Kiedy się obudziłam to dookoła było ciemno i tylko mała latarnia dawała niewiele światła, lecz wystarczająco dużo abym zobaczyła swoich przyjaciół. Byli tak jak ja przywiązani do drewnianych słupów. Poza nami było tu chyba jeszcze ze 20 osób. Musieli nas zamknąć w jakiejś piwnicy.
-Zobaczcie kto to się w końcu obudził.-usłyszałam głos Klausa.
-O mój boże jak dobrze że nic ci nie jest.-odparła Rebeka-już myślałam że ciebie zabili.
-Nie jestem taka słaba na jaką wyglądam.-odparłam-Au! Moja głowa pęka, musiałam nieźle uderzyć głową podczas upadku od wybuchu.
-Raczej dostałaś w tył głowy tak jak cała reszta.-odezwała się Elena której nie zauważyłam i jak się okazało była przywiązana tuż za mną.
-O mój boże Elena Tatia Amara czy nic wam nie jest?-spytałam
-Nie jesteśmy całe.-odpowiedziały razem.
-Czy ktoś wie gdzie jesteśmy?-zapytała Tatia
-Razem z moim rodzeństwem podejrzewamy że może to być loch w naszej starej posiadłości nad rzeką Missisipi na skraju Nowego Orleanu.-odparł Elijah.
-No dobrze ale po co nas schwytano? Po co jesteśmy im potrzebni? Jak udało im się nas tak łatwo osłabić? Wie ktoś kim oni wogóle są?-zaczęła pytać Rebeka.
-To Trix-usłyszałam nieznajomy głos z głębi lochu, najprawdopodobniej młodej dziewczyny.
-Kto tu jeszcze jest?-zapytałam od razu. W tej samej chwili rozległy się odgłosy szurania po ziemi. Szli ku nam nieznani ludzie. Kiedy podeszli do światła zobaczyłam że cieleśnie to młodzi ludzie najprawdopodobniej istoty nadnaturalne zmienione w młodym wieku.
-Jestem Della a to(wskazała na dwie dziewczyny po swojej prawej stronie) moje przyjaciółki Kate i Amanda oraz reszta naszych towarzyszy. Jesteśmy ostatnim żywym bastionem, a raczej jego resztkami, którzy bronili Wodogrzmotów Cienia ok. 100 lat temu.-odpowiedziała śmielej już blond włosa dziewczyna o azjatyckiej urodzie.
-Co ale przecież nasza osada została założona całkiem niedawno i...
-Tak wszyscy mieliście myśleć. Kiedy wiedzieliśmy że jesteśmy po przegranej stronie napisaliśmy list do tych co go znajdą i poinstruowaliśmy jak zacząć tam wszystko od nowa tak jakby nigdy nic tam nie było. Jak widać udało się.-powiedziała Della.
-Ale po co?-zapytała Amara.
-Po to żeby nowi osadnicy czuli się bezpiecznie i nie musieli obawiać się o swoje życia.
-No dobrze. Jak przeżyliście? Jak was schwytano?-zagaił po raz pierwszy Kol.
-Otoczyli dom w którym się schowaliśmy i wrzucili granaty z werbeną i potem obudziliśmy się tutaj. Z wami zrobili to samo sądząc po stanie w jakim tu trafiliście. Od razu was opatrzyliśmy i odsunęliśmy się aby was obserwować i dowiedzieć kim jesteście. Z tego co wiemy to z naszego bastionu łącznie z nami przeżyło ok. 50 osób. Rozdzielono nas i nie powiedziano nam do czego nas potrzebują. Karmią nas raz na dzień ludzką krwią. każdy dostaje dwie paczki ze szpitala.
-Dobrze to już coś wiemy. Możecie nas rozwiązać?-zapytał Klaus.
-Podeszła do nas Kate i wszystkich rozwiązała.
-Dziękujemy-powiedziałam a dziewczyna odpowiedziała szerokim uśmiechem.
Kiedy się podnieśliśmy usłyszeliśmy że ktoś do nas schodzi. Drzwi otworzyły się z hukiem. Della i jej towarzysze wrócili na swoje miejsce od razu. Staliśmy tylko ja Pierwsi i sobowtóry, a naprzeciwko nas mężczyzna i dwie kobiety.
-No proszę cała drużyna w komplecie-odezwał się mężczyzna.
-Finn bracie cóż za spotkanie. Szkoda że po raz kolejny chcesz zabić swoją rodzinę.-odrzekł Klaus.
-Pff rodzina...dobre sobie. Od zawsze byłem odrzutkiem. Nie czułem się częścią was. Dla mnie rodziną była tylko moja starsza siostra Freya która została zabrana przez naszą złą ciotkę Dalię, siostrę naszej matki. Freyo poznaj swoje rodzeństwo.-powiedział z pogardą Finn.
Wtedy dziewczyna po jego prawej stronie wkroczyła w światło. Była tego samego wzrostu co Rebeka i miała takie same blond włosy tyle że krótkie.
-Witajcie. Cóż to za spotkanie. Wiecie chciałam przygotować jakąś kolacje ale Finn powiedział że to strata czasu.-powiedziała chłodno.
-Czemu teraz...Czemu po tak długim czasie dopiero teraz zdecydowałaś się ujawnić i to jeszcze stając przeciwko nam. Jak śmiesz?-wybuchnęła Rebeka zaczynając iść w jej kierunku.
-Cofnij się siostro bo zrobię ci krzywdę.-odparła
-Jeszcze żaden wampir nie dał mi rady. Zwłaszcza kiedy jestem wściekła!-krzyknęła i rzuciła się na Freyę a ta zatrzymała ją jednym ruchem ręki.
-Nigdy nie powiedziałam że jestem wampirem.-prychnęła i rzuciła nią o ścianę. Tatia i Amara podbiegły do niej a Elena i bracia stanęli przy mnie.
-Wiedźma.-powiedział Klaus-Tak jak nasza matka. Ale jakim cudem przeżyłaś tyle lat?
-Stara magia naszej ciotki.-powiedziała
-Dobra dosyć już tych ceregieli chyba o kimś tu zapomnieliście.-usłyszałam głos, ten głos, mój głos ale jednak nie mój. Myślałam że już nigdy go nie usłyszę ani nie zobaczę jego właścicielki. A jednak stała teraz ona własnie przede mną, po ponad 120 latach.
-Katherine...-syknęłam.
-Też się cieszę że cie widzę Paulino.-odparła nonszalancko Katherine.
-Chwila chwila to chyba jakaś kpina. To jest Katherine Pierce? Ta sławna Katherine Pierce która przechytrzyła samego diabła? Ona jest kolejnym sobowtórem?-powiedziała z niedowierzaniem Elena
-Tak to ja we własnej osobie. Czyżbyś była tym faktem zaskoczona?
-Trochę tak. Czy wszystkie Petrovy są nieśmiertelne?
-Nie niestety nie sprawdziłam się jako matka i moja córka wampirzyca kiedy tylko mnie odnalazła to po paru miesiącach już była martwa więc nie każdy jest taki twardy jak my drogie panie.
-Ale jak? Jakim cudem żyjesz skoro Paulina i jej rodzina cię zabili ponad 100 lat temu?-spytała Tatia. Dopiero teraz zauważyłam że ja i reszta sobowtórów stoimy przed wszystkimi twarzą w twarz z Katherine.
-Freya zrobiła jakieś Hokus Pokus i zabiła diabła a na jego miejsce weszłam ja, także mogę być i tu i w piekle skąd w każdej chwili mogę ściągnąć inne istoty nadnaturalne. To takie piekło  dla ludzi naszego pokroju.
-No proszę nawet piekło cię nie zniszczyło-wtrącił Elijah. Usłyszałam jak serce jego i Katherine zabiły szybciej gdy na siebie spojrzeli, ta para jeszcze coś do siebie czuła.
-Jak widać jestem prawdziwą nieśmiertelną.
-Dobra dosyć tego.-odezwał się Finn.-Jesteśmy Trix i mamy pod sobą ogromną armię. Nikt już was nie uratuje. Dopiero teraz poznacie co to jest prawdziwe piekło, ból i cierpienie.
Wtedy stało się coś nieoczekiwanego. W jednej chwili Finn ze skręconym karkiem leżał u moich stóp, Freya została odrzucona w tył lochu i ogłuszona straciła przytomność a Katherine uciekła do piekła przez wyrwę którą otworzyła jakimś sztyletem. W drzwiach lochu stały dwie kobiety, wiedźmy.
-Davina!-krzyknął uradowany Kol i podbiegł do dziewczyny i przytulił ją do siebie po czym namiętnie pocałował.
-Bonnie!-krzyknęła Elena i podbiegła uściskać najprawdopodobniej swoją przyjaciółkę.
-No proszę wiedźma Bennett cieszę się że ciebie widzę.-rzekł Klaus z lekkim uśmiechem.
-Zrobiłam to dla Eleny.a nie dla ciebie-odparła wiedźma.
-Ależ naturalnie.
-No dobrze chodźmy musimy stąd uciekać i wracać do Wodogrzmotów Cienia.-powiedziała Davina.
-Czekaj a co z Dellą i ostatnim bastionem? Nie możemy ich tu tak zostawić.
-Pójdziemy z wami ale musicie uwolnić resztę.-powiedziała Della zza moich pleców. Aż podskoczyłam na dźwięk jej głosu za mną. Jeszcze chwile temu jej tam nie było.
-Wszyscy już dawno uciekli dzięki nam. A teraz chodźmy zanim oni się obudzą.-powiedziała Bonnie
Pobiegliśmy ile sił w nogach i chwile później wiedźmy teleportowały nas do osady. Wróciłam do domu.

sobota, 18 listopada 2017

ROZDZIAŁ 25

3h później. Nowy Orlean

A więc jestem na miejscu. Nowy Orlean. Miasto jazzu założone przez rodzeństwo pierwszych wampirów Mikaelsonów. Rebeka wysłała mi adres ich domu. Udałam się tam od razu. Po 15 minutach byłam już na miejscu. Gdy wysiadłam z samochodu poczułam za sobą czyjąś obecność a gdy się odwróciłam zobaczyłam brunetkę z grzywką średniego wzrostu. Miała wzrok uwodzicielki ubrana była cała na czarno, miała wysokie buty na koturnie, legginsy, t-shirt i skórzaną kurtkę. Jej twarz wydała mi się dziwnie znajoma, po chwili już wiedziałam gdzie ją widziałam ale nie mogłam uwierzyć w to co widzę. To była Katherine Pierce ale to przecież nie ma sensu i niemożliwe. Zabiliśmy ją lata temu a ciało spaliliśmy. Chciałam coś powiedzieć ale nie wiedziałam co i zamiast tego zaczęłam biec ale po chwili poczułam silne uderzenie w głowę.
Nie wiem ile byłam nieprzytomna ale gdy się obudziłam czułam silny ból głowy a gdy otworzyłam oczy nade mną stała Rebeka i Klaus.
-Nareszcie się obudziłaś, a już myślałem że sobowtór uderzył cię zbyt mocno i będę musiał ją zabić. Na szczęście jesteś twarda-powiedział z uśmieszkiem Klaus.
-Zamknij się już Nik, najważniejsze że jest cała i tyle.-usłyszałam łagodny głos Rebeki.-Jak się czujesz moja droga?
-W porządku...To znaczy boli mnie głowa ale poza tym jest w porządku.-odpowiedziałam
-Miło to słyszeć, bo inaczej miałabym wyrzuty sumienia a Elijah byłby smutny.-usłyszałam za sobą aksamitny łagodny głos.
Odwróciłam głowę a za mną stała winowajczyni mojego bólu. Natychmiast wstałam do pozycji
bojowej.
-Katherine...-wycedziłam przez zęby. Ona się tylko roześmiała. Jej śmiech był taki jak głos aż chciało się śmiać razem z nią.
-Chciałabym ale niestety jestem Elena Gilbert. Chciałabym poznać kiedyś tą sławną Katherine Pierce, wszyscy o niej mówią.-powiedziała Elena.
-Ale jak to możliwe. Przecież wy jesteście...
-Identyczne? Tak wiemy o tym.-usłyszałam głos Elijaha.-Poznaj jedną z jej sobowtórek Paulino.
-Paulina miło mi cię poznać ale dalej nie wiem jak to możliwe.-powiedziałam.
-Elena mi również miło cię poznać i też nie wiem do końca jak to możliwe.-odpowiedziała mi dziewczyna.
-Dziwi was to? To dopiero za chwilę będziecie w szoku.-powiedziała Rebeka.-Klaus poproś do nas naszych dwoje gości.
-Z rozkoszą siostro.-uśmiechnął się-Drogie panie zapraszam do nas.
W tym momencie weszły dwie brunetki posturą przypominające Elenę i Katherine. Miały zasłonięte twarze tak że tylko oczy im było widać. Stanęłam obok Eleny.
-Drogie panie-przemówił Elijah-Nie ukrywajcie swoich uroczych twarzy.
W tym momencie kobiety zdjęły opaski i jednocześnie ja i Elena stałyśmy jak sparaliżowane. Przed nami stały dwie identyczne dziewczyny które tak jak Elena wyglądały jak Katherine.
-Paulino Eleno poznajcie proszę Amarę-pierwszą z rodu Petrovych.-przedstawił ją Klaus
-Pierwszą ale to by oznaczało że...-zaczęła Elena.
-Tak że ma ponad 2 tys. lat. Była ona pierwszym wampirem. Narodziła się w starożytnej Grecji gdzie poznała Silasa który razem z nią przemienił się w wampira lecz jak na razie nie znamy jego położenia. Tak czy inaczej zła wiedźma stworzyła tzw. drugą stronę dla osób nadnaturalnych które po śmierci trafiają właśnie tam, a naszą biedną Amarę zrobiła kotwicą co oznaczało że każda istota nadnaturalna przechodziła przez nią a ona boleśnie odczuwała jej śmierć.Dowiedzieliśmy się o niej 200 lat temu. Kiedy ją znaleźliśmy była zamieniona w posąg a gdy ją wydostaliśmy to pomogliśmy jej zniszczyć drugą stronę i zapomnieć o tym całym bólu. Trochę minęło zanim doszła do siebie. Ale od dwóch lat mieszka tu w Nowym Orleanie i ma się dobrze.-streściła Rebeka
-Dobrze a kim w takim razie jest ona-pokazała na drugiego sobowtóra Elena.
-To moja droga-zaczął Elijah-jest nasza stara znajoma Tatia Petrova kolejny sobowtór naszej Kateriny, Nie wiemy jednak który bo przed naszymi narodzinami mogło ich być setki. Dawna miłość moja i Niklausa. Stare dzieje. Myśleliśmy że zginęła już wieki temu ale jak się okazało nasz braciszek Kol zmienił ją w wampirzycę i kazał jej uciec jak najdalej od nas. Jakiś czas temu Rebeka spotkała Tatie w barze i sprowadziła do naszego domu i odtąd mieszka ona z nami.
-Wow tego bym się nigdy nie spodziewała. Ale po co w takim razie sprowadziliście Elenę i jak ją znaleźliście. Chwila niech zgadnę ma setki lat i spotkaliście ją przypadkiem w Nowym Orleanie.-powiedziałam.
-A tu cię moja przyjaciółko zdziwię. Otóż nasza rodzina i Elena mamy wspólną przeszłość ale nie tak odległą jak z resztą sobowtórów. Otóż nasza kochana Elena urodziła się w Mystic Falls w stanie Virginia w 1992 roku. W 2009 roku poznała braci Salvatore i potem przez serię zdarzeń poznała nas. Jest wampirzycą od 2012 roku. Żyjemy w pewnego rodzaju przyjaźni i Elena zgodziła się przyjechać i nam pomóc.-wyjaśniła Rebeka.
-Dobrze ale w czym mają nam pomóc 2 sobowtóry Katherine i jej pierwowzór-spytałam a z odpowiedzią pospieszył mi Klaus.
-Otóż pod twoim telefonie postanowiliśmy nie czekać i pójść do zaprzyjaźnionej wiedźmy która zobaczyła co cię spotkało. Gdy zobaczyliśmy Finna z tą wiedźmą to od razu wiedzieliśmy co zamierza. Już kiedyś planował to zrobić z Tatią i Katherine ale go powstrzymaliśmy. Otóż nasz brat chciał za pomocą krwi mojej i sobowtóra stworzyć truciznę która po podaniu wilkołakowi robi z niego hybrydę wilka i wampira taką jaką jest Klaus. Niestety coś takiego mogłoby doprowadzić do zaniku obu gatunków. Wsadziliśmy więc Finnowi sztylet w serce w 1452r. i schowaliśmy go w piramidach w Egipcie i nałożyliśmy wiele zaklęć ochronnych tak żeby tylko najpotężniejsza wiedźma mogła go znaleźć. Na szczęście jest taka tylko jedna i jest ona po naszej stronie a w wizji zobaczyła inną silniejszą od niej samej. Prawdopodobnie jest ona tak samo stara jak i my i to ona odnalazła i uwolniła naszego brata który teraz pragnie doprowadzić swój plan do końca i zemścić się na nas jednocześnie. Wezwaliśmy Kola ale trochę mu zajmie dotarcie tutaj. Próbowaliśmy także znaleźć Katherine ale nasza wiedźma nie dała rady więc wezwaliśmy wiedźmę Bennett której ród jest potomkami wiedźmy która stworzyła drugą stronę i Amarę zamieniła w kotwicę. Na nasze nieszczęście żyją tylko 2 wiedźmy Bennett z czego jedna nie jest już w stanie rzucać takich silnych zaklęć a druga z nich jest w idealnym wieku ale nie wiemy czy nam pomoże po paru przykrych rzeczach ale kto wie. Zobaczymy kiedy tu przybędzie,
Kiedy to usłyszałam to aż mnie zmroziło ale najgorsze było to że oni wciąż szukają Katherine.
-A co się stanie jeśli nie znajdziemy Katherine?-zapytała lekko oszołomiona Elena za co jej dziękowałam w duchu.
-Wtedy nie będziemy wystarczająco silni żeby stworzyć jakąkolwiek formę obrony przed tym co chce nam zgotować nasz kochany starszy brat. Jesteśmy jednak pewni że jak Davina i wiedźma Bennett się dogadają to na pewno znajdą Katerine-powiedział nie znany mi dotąd głos i wtedy zza ściany wyłonił się młody rudy chłopak bardzo dobrze zbudowany który na oko mógł zostać zmieniony w wampira w wieku 20 lat. To musiał być Kol.
-Bracie nie spodziewaliśmy się ciebie tak szybko.-powiedziała Rebeka.-Poznaj proszę...
-Wiem kim one są. Odwiedziłem Davinę zanim tu przyszedłem i wszystko mi opowiedziała.-przerwał jej Kol.
-Bracie cieszę się że dotarłeś tutaj tak szybko.-powiedział Klaus
-Zawsze przybędę szybko kiedy chodzi o rodzinę. Always and Forever pamiętasz?-odpowiedział
-Naturalnie.
Doszło do spotkania rodzinnego lecz ja dalej nie wiedziałam jak mam im powiedzieć o Katherine.
-Paulina czy coś jest nie tak?-zagaiła Tatia i wtedy wszystkie oczy zostały skierowane na mnie.
-Tak słuchajcie nie wiem jak mam wam to powiedzieć ale...
-Po prostu to powiedz bez owijania w bawełnę.-powiedziała Amara.
-Dobrze a więc jeśli chodzi o Katherine to żadna wiedźma wam nie pomoże.
-A to niby dlaczego moja droga? Wiesz coś czego my nie wiemy?-powiedział Klaus z ciekawością.
-Otóż Katherine Pierce...nie żyje od ponad 120 lat.-powiedziałam z niepokojem.
Wszyscy stali osłupieni i bałam się że za chwilę się na mnie rzucą.
-Co?...Ale jak? Jak do tego wogóle doszło. Nawet nam nigdy nie udało się złapać Katherine a co tu dopiero mówić o próbie jej zabicia.
-Otóż...-opowiedziała im po krótce jak Katherine próbowała zagrozić mojej rodzinie i co nam zrobiła a w końcu o tym jak ją zabiliśmy.
-Świetnie nasza ostatnia deska ratunku przepadła możemy już teraz tylko czekać aż Finn i jego wiedźma nas zniszczą.-wrzasnął Kol
-Jest coś jeszcze...-zaczęłam.
-O  świetnie co tym razem? Może...-zaczął Kol
-Kol zamknij się chociaż na chwilę-wrzasnęła zawsze spokojna Rebekah.-Paulina przejdź do rzeczy.
-Ta wiedźma która pomaga waszemu bratu to wasza zaginiona siostra Freya. Poddali mnie hipnozie żebym o tym zapomniała ale pije werbenę więc pamiętam wszystko.-opowiedziałam im jeszcze o tym co się dowiedziałam. Chwilę później był już tylko huk i piszczenie w uszach. otworzyłam oczy a w środku wszyscy leżeli a nad nami w wejściu stały zakapturzone postacie. Po chwili czterej pierwsi zdjęli peleryny. Poznałam ich od razu to był mój brat i brat Dawida a obok nich stali Dawid i mój syn Aron. Oboje mieli grobowe miny. Wtedy przemówił Dawid.
-Pójdziecie z nami.
Wtedy tłum za nimi podniósł nas i zaczął wyprowadzać nie wiadomo dokąd. Po chwili zostałam uderzona w tył głowy i straciłam przytomność.

czwartek, 15 czerwca 2017

ROZDZIAŁ 24

Dziś opuszczam Wodogrzmoty. Nie ma tu dla mnie miejsca. Czas poszukać szczęścia gdzie indziej. Wyruszam w świat, w nieznane.

2 dni później

Byłam gdzieś na granicy USA i Kanady. Jedyne co pamiętam to to że jechałam w nocy i nagle zza zakrętu zobaczyłam błysk świateł. Potem zapadła ciemność. Obudziłam się na brzegu jakiegoś jeziora. Za mną tonął mój samochód. Na szczęście bagażnik nie był jeszcze pod wodą więc dźwignęłam się na nogi i jak najszybciej podbiegłam do auta i zaczęłam wyciągać swoje rzeczy a potem zajrzałam dalej do auta i uratowałam co się dało. Chwilę później wróciłam na ulicę i szukałam drugiego auta. Nigdzie go nie było. Nagle nastąpił wybuch. Wtedy zobaczyłam auto, Było w wąwozie. Pasażerów jednak w środku nie było, bo drzwi były otwarte więc raczej zdążyli uciec. Tylko gdzie oni są? Nagle ogłuszył mnie silny cios w tył głowy. Upadłam i znowu nie było nic poza ciemnością. Kiedy obudziłam się nadal było ciemno więc albo przespałam cały dzień lub tylko godzinę może dwie nie więcej. Poczułam że coś mnie piecze w skórę. To pewnie liny zostały nasączone werbeną(roślina która szkodzi wampirom), ale jakim cudem przecież ostatnie złoże przepadło podczas wojny z Pierwszymi wilkołakami. Nie wierzę że ktoś ma werbenę. Właśnie...ktoś. Kim jest lub są osoby które mnie uwiązały do drzewa. Nie słyszę ich. Albo ich tu nie ma albo werbena osłabiła moje zmysły. Nagle dobiega mnie czyjeś stłumione wołanie. Chyba młodej kobiety.
-Rainer obudziła się chodź tu szybko!
-Już idę spokojnie nic się nam nie stanie dopóki jest uwiązana liną nasączoną w werbenie.-odpowiedział facet.
-Nic mnie to nie obchodzi. Po co my to wogóle zrobiliśmy? Mogliśmy po prostu złapać stopa i uciec.
-Paige to nie takie proste. Przez nią nie mamy samochodu...
-Tak nie mamy bo ty nim w nią wjechałeś.-przerwała mu kobieta.
-Nie przerywaj mi. Po drugie to wampirzyca. Rebeka wiele za nią da. Musimy się z nią tylko skontaktować.-dokończył Rainer.
Rebeka...kiedy usłyszałam to imię to od razu na myśl przyszła mi blond włosa wampirzyca o pięknej twarzy anioła. Była ona Pierwszą wampirzycą na świecie która wraz ze swymi braćmi pomogła nam pokonać Pierwsze wilkołaki. Zaraz potem słuch o niej zaginął. Jednak podczas przygotowań zaprzyjaźniłyśmy się. Jej bracia wyruszyli na poszukiwania lecz jak do tej pory jej nie odnaleźli. Czy to możliwe że to ta sama Rebeka?
-Mam gdzieś ile za nią da Rebeka. Chcę tylko wrócić do domu do naszego syna Alarica. On jest teraz sam i na pewno się martwi czemu jeszcze nas tam nie ma.-ciągnęła kobieta.
-Paige uspokój się Alaric ma 12 lat umie sobie poradzić sam w domu.-odpowiedział jej facet.
-Może i tak ale nie wiem jak ty ale ja zamierzam złapać stopa i jechać do niego a ty jak chcesz to czekaj sobie na Rebeke.-oznajmiła Paige.
-Tak zróbmy. Nie powinno Cię tu być kiedy ona się tu zjawi. Ale pamiętaj nie zdejmuj maski dopóki nie dojedziesz do domu.
-Dobrze tak zrobię.
Teraz już wiedziałam dlaczego ich krzyki były takie przytłumione. Mieli maski na twarzach tak żeby nikt ich nie poznał.
Podłożyłam nogę kobiecie a ta runęła na ziemię. Maska spadła jej podczas upadku i wtedy ją zobaczyłam. Twarz osoby której nie spodziewałam się zobaczyć już nigdy w życiu. To była Freya. Zaginiona siostra rodu pierwszych. Wiedźma. Dotąd nikt nie wiedział co się z nią dzieje ani gdzie się podziewa. A oto stoi przede mną ona. Najpotężniejsza żyjąca wiedźma na świecie. Nie mogę w to uwierzyć.
-Cholera Finn jesteśmy spaleni zobaczyła moją twarz.
-Spokojnie siostro. Paulina na pewno wie że przy nas lepiej nie popełniać głupstw. Prawda?
-T-t-tak-wyjąkałam-Cholera musieliście aż tak mocno mi przywalić? Głowa mi pęka.
-Przepraszam za siostrę. Jest trochę...porywcza.
-Zupełnie jak Rebeka. To na pewno są siostry. Porywczość to wasz znak rozpoznawczy w rodzinie.
Na imię Rebeki Freya podskoczyła jak oparzona i podbiegła do mnie.
-Skąd znasz Rebekę!?
-Przestań mnie szarpać!
-Gadaj skąd znasz naszą siostrę już!!!
-Finn czy...
-Zamknij się i gadaj albo będzie z tobą źle!
-Siostro! Puść ją.
-Ale Finn przecież ona zna Rebekę, a skoro zna ją to na pewno zna resztę rodzeństwa.
-Wiem ale na pewno powie nam to po dobroci. Wie że bardzo łatwo możemy to na niej wymusić. A teraz Paulino proszę powiedz mi co o nich wiesz i skąd ich znasz.
-No można było tak od razu bez zbędnej przemocy.
Freya warknęła kiedy się podnosiłam ale Finn uciszył ją jednym ruchem ręki.
-A więc?-syknęła Freya
-Poznałam ich podczas wojny z pierwszymi wilkołakami. Na naszą osadę zbliżały się dwie armie na których czele stało 5 pierwszych wilkołaków. Jeden z nas jakimś cudem skontaktował się z Klausem i jego rodziną. Przybyli 3 dni później. Dzięki nim wygraliśmy tę wojnę. Żyli z nami przez parę miesięcy. Potem odeszli. Nikt nie wiedział dlaczego. Po prostu się pożegnali i odeszli, ale powiedzieli że jeśli będziemy potrzebować ich pomocy to przyjdą z ochotą. No to tyle.
-Interesujące. Bardzo interesujące. Wspomniałaś o osadzie. Co to za osada.
-To Wodogrzmoty Cienia. Wioska położona nad wodospadem. Jest bardzo duża i rozrasta się wraz z przybyciem nowych ludzi. Mieszkają tam wszystkie istoty nadnaturalne które tylko chcą się przyłączyć począwszy od Banshee na wampirach kończąc. Ostatnio zaczęliśmy budować osadę pod ziemią na wypadek ataków itp. Jest to jedyne takie miejsce na ziemi jak na razie. Jest tam bardzo bezpiecznie i każdy dba o siebie nawzajem.
-Skoro jest tam tak idealnie to czemu wyjechałaś stamtąd?-zapytała Freya.
-Ponieważ chce zwiedzić świat.-skłamałam.
-Kłamiesz. Wyjechałaś przez faceta. Typowe.-prychnęła wiedźma.
-To nie twój interes.
-Dziewczyny spokojnie. Zachowujmy się jak cywilizowani ludzie. A zatem kiedy ostatni raz widziałaś nasze rodzeństwo?
-Miesiąc może półtorej miesiąca temu.
-Rozumiem. No cóż to dłużej nie będziemy cię zatrzymywać. Znajdę ci jakiś samochód. Twoje rzeczy są tam pod drzewem.
-Dziękuję.
-Nie możemy jej tak po prostu wypuścić. Wie o nas. Może w każdej chwili ich powiadomić.-wrzasnęła Freya.
-Och no tak. Chwila.
Podszedł do mnie i spojrzał w oczy. Domyśliłam się że mnie zahipnotyzuje. Nie wiedział że pije napar z werbeny.
-Zapomnisz wszystko co się tu wydarzyło a także to że nas spotkałaś. Miałaś stłuczkę. Twój samochód będzie stał przy ulicy. Weź swoje rzeczy i odjedź i kontynuuj swoją podróż.
Po chwili już ich nie było. Wsiadłam do samochodu i odjechałam. Wybrałam numer do Rebeki i zadzwoniłam. Odebrała.
-Mów co się dzieje.-powiedziała od razu.
-Jadę teraz do Nowego Orleanu. Musimy się tam koniecznie spotkać ty ja i twoje rodzeństwo. To bardzo pilne. Życie wasze i co za tym idzie innych wampirów jest zagrożone.
-Dobrze zbiorę rodzinę i widzimy się w naszym domu. Wyślę ci adres. Nigdzie się nie zatrzymuj. Będziemy czekać.
-Zrozumiałam do zobaczenia.
Ruszyłam w stronę Nowego Orleanu. Przede mną 3 godziny jazdy.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ 23

Smutek. Pustka. Samotność. Te uczucia towarzyszyły mi przez ostatni miesiąc kiedy to teoretycznie wyjechałam do Polski żeby spotkać się z synem i odwiedzić groby rodziny. Tak na prawdę to cały ten czas siedziałam w domu zajadając swoje smutki lodami oglądając Bridget Jones i inne ckliwe filmy o kobietach którym nie wychodzi życie miłosne. Caleb był dla mnie tym jedynym chłopakiem za którego mogłam wyjść. Mam 100 lat a on 150. Czas się ustatkować no kurde. LOL. Pod koniec miesiąca zadzwonił Dawid że przyjedzie do mnie w odwiedziny razem z Aronem(ich żony zginęły w wypadku samochodowym jadąc nad morze podczas gdy u nas było to całe zamieszanie z Pierwotnymi). Muszę się więc ogarnąć i doprowadzić do porządku siebie i dom oraz coś ugotować. Wiem że jako wampiry nie musimy jeść ludzkiego jedzenia ale chciałabym chociaż na chwile zapomnieć o tym kim jestem i wrócić do czasów kiedy byłam człowiekiem i spędzałam czas z rodziną i przyjaciółmi. Mam nadzieję że chłopacy się nie obrażą. Krew będzie tylko w szklance do popicia. Dziś jest czwartek popołudniu, a oni będą w piątek pod wieczór w sam raz na kolację. Co do Caleba i jego rodziny to od naszego ostatniego spotkania staram się ich unikać żeby nie było krępujących sytuacji lub ciszy z powodu braku tematu. Poza tym jakoś nie przepadam za Hayley. Wydaje mi się ona jakaś podejrzana jakby coś planowała ale nie wiem co. Z drugiej strony może jestem przewrażliwiona już przez ostatnie wydarzenia. Sama nie wiem już co myśleć. Kiedy widzę ich trójkę taką szczęśliwą to serce mi pęka od nowa, tak bardzo bym  chciała żebym to ja była na jej miejscu i miała za męża takiego wspaniałego faceta jakim jest Caleb(PS: tydzień po jej powrocie wzięli ślub). Nie wiem czy dam radę tak na dłuższą metę. Rozważam na poważnie wyprowadzkę z Wodogrzmotów cienia i powrót do kraju czyli Polski i rozpoczęcie życia na nowo po raz kolejny. Zobaczę też co planują Dawid i Aron. Ten wypadek mocno nimi wstrząsnął. Coraz częściej rozważam od tamtego wypadku czy ja i Dawid moglibyśmy być znowu razem. Tylko czy to by wypaliło? Tyle się wokół dzieje. Co chwilę jakieś bitwy, wojny, czary, uroki, zaklęcia itp; w każdej chwili któreś z nas może zginąć. Nie chce znowu tak cierpieć bo stracę kogoś bliskiego. Rozmyślam czy nie zacząć kariery muzycznej. Nagrać jakąś płytę i ruszyć w trasę po świecie. W końcu trzeba w życiu spróbować tyle ile się da(w moim przypadku mogę spróbować wszystkiego chyba że wcześniej zginę).Stanęłam przed lustrem i popatrzyłam na swoje odbicie.
-Nie! Paulina co się z tobą dzieje, kiedyś byłaś inna pełna życia, a teraz jesteś zrzędliwą babą której brakuje tylko kotów w domu. Weź się w garść i zawalcz o siebie, o swoje życie, o rodzinę którą możesz znowu połączyć jeśli tylko będzie ci na tym zależeć i będziesz tego chcieć. Ogarnij się wyjdź do ludzi. Pokaż że się nie poddajesz i potrafisz się podnieść nawet po największej porażce jakiej doświadczyłaś. Pokaż że potrafisz. Pokaż na co cię stać.-"powiedziało do mnie moje własne odbicie"
-Tak zrobię to. Koniec użalania się nad sobą. Od dziś będę starą nową Pauliną. Taką Pauliną jaką byłam za życia ludzkiego. Spełnię swoje wszystkie marzenia i zrealizuję plany których dotąd nie zrealizowałam.-odpowiedziałam odbiciu i przebrałam się i wyszłam na dwór.
Dziś moje życie zacznie się po raz kolejny na nowo.

czwartek, 9 lutego 2017

ROZDZIAŁ 22

Drogi pamiętniku od mojego ostatniego wpisu minął rok. Wiele się działo przez ten czas więc kompletnie nie miałam głowy do tego aby cokolwiek napisać.
Randka moja i Caleba była idealna jak z filmu, tydzień później byliśmy parą. Okazało się że ma on małą córeczkę z wilkołaczycą. Na początku bardzo mnie to zdziwiło bo wampiry są bezpłodne ale on powiedział mi że jest Hybrydą. Z natury jest wilkołakiem ale za pomocą czarnej magii zwanej Ekspresją został zmieniony w wampira. Jego prawdziwa natura objawiła się podczas pełni gdy miał 10 lat bo wtedy zabił poraz pierwszy. Rodzina się go wyrzekła. Każdy poza siostrą Laurie i bratem Carlem. Żyją na tej planecie tysiąc lat. Jego rodzeństwo jest gdzieś rozrzucone po świecie. Córka jego jest owocem przygodnego sexu. Razem z matką Hayley dał córce na imię Hope co znaczy nadzieja bo mieli nadzieję że ich córka będzie miała normalne spokojne życie. Jednak ich spokój nie trwał długo bo gdy mała miała zaledwie kilka miesięcy to jej matka zapadła w sen i została połączona z życiem swojej siostry Ariany. Caleb zamknął ją w trumnie i ukrył przed światem. A siostrę która jest człowiekiem ochrania jak tylko może.  Mieszka ona tutaj w wodogrzmotach cienia i opiekuje się Hope. Jakiś czas później nasza osada została zaatakowana przez wiedźmy z Nowego Orleanu. Na szczęście nasze wiedźmy są o wiele bardziej potężne więc bez problemu je pokonały lecz nie obyło się bez ofiar. Jedna przepowiedziała przed śmiercią że rodzinie Pierwotnych wampirów grozi niebezpieczeństwo i prawdopodobnie śmierć. Myśleliśmy że to Volturi nimi byli ale okazuje się że istnieją jeszcze starsze wampiry od których wywodzi się wampiryzm i każde z nas.
Jeśli zginie jedno z nich to razem z nim każdy kto został przemieniony przez niego i innych z jego linii. Z całej piątki żyje tylko troje. Ja można tak powiedzieć pochodzę od Hybrydy o imieniu Claus jego rodzeństwo Elijah i Rebeka są trochę mniej znani od niego ale też budzą strach w naszym świecie. Nasz nowy przywódca skontaktował się w jakiś sposób z Clausem i on wraz z rodzeństwem niedługo tu mieli przybyć aby nam pomóc i żeby każdy mógł żyć dalej. Po ich przybyciu przez pewien czas był spokój lecz później zaczęły się ataki i masowe morderstwa na wampirach. Jeden z nich poinformował nas że zbliża się armia tzw. pierwszych wilkołaków którzy chcą zabić wszystkie wampiry i wilkołaki które staną im na drodze. W szczególności chcą zabić Pierwotnych. Gdy to wyznał to wyrwał sobie serce i umarł. Niedługo po tym zaczęły się przygotowania do ponownej bitwy. Caleb kazał Arianie wywieźć Hope jak najdalej od nas i dał jej bezpieczny telefon przez który mogli się kontaktować bez obaw o podsłuch. Czekaliśmy na nich przez bardzo długi czas. Alexa, wampirzyca przewidująca przyszłość po pół roku wreszcie zobaczyła że się zbliżają. Przygotowaliśmy wszystko tak żeby wyglądało że to miejsce jest opuszczone a my podzieliliśmy się na 4 grupy i ukryliśmy się gotowi do ataku. Przyszli dzień później. Zaatakowaliśmy. Wielu naszych poległo lecz w końcu wiedźmy przerwały zaklęcie ochronne i zabiły ich wszystkich jednym potężnym zaklęciem. Pochowaliśmy naszych wszystkich zmarłych i na drugi dzień w nocy zostaliśmy zaatakowani przez drugą większą grupę. Podnieśliśmy alarm lecz większość z nas już nie żyła. Do mojego domu weszło 5 wilkołaków. Nie wiem jakim cudem ale był z nimi mój i Dawida brat. Okazało się że są Hybrydami które się ukrywają. Natychmiast zabili swoich trzech towarzyszy i pomogli mi i Calebowi uciec w bezpieczne miejsce(Caleb u mnie nocował). Okazało się że to grupa najsilniejszego i ostatniego z rodzeństwa pierwszych. Alexa znalazła nas nie wiemy jakim cudem i powiedziała że zna zaklęcie na zabicie go i jego ludzi jednocześnie ale potrzebuje krwi wampira i Hybrydy. Więc daliśmy jej naszą krew i zrobiła to. W jednej chwili wszyscy nasi wrogowie padli. Spaliliśmy ich ciała i zaczęliśmy oceniać straty. Co najmniej połowa mieszkańców zginęła. Po kilku dniach Caleb i ja zamieszkaliśmy u niego na stałe. Przez dwa miesiące nie było żadnych problemów. Aż pewnego dnia w październiku ktoś zapukał do naszego domu. Stanęła w nich obca dziewczyna z dzieckiem na rękach. Rozpoznałam w niemowlęciu Hope ale nie wiedziałam kim była kobieta która ją trzymała. Kiedy zobaczył je Caleb to popłakał się i powiedział że to Hayley jego narzeczona i matka Hope. Odbyliśmy rozmowę podczas której Hayley powiedziała że gdy się obudziła to w jej trumnie leżała Hope a na zewnątrz martwa,pogryziona przez wilki Ariana. Pochowała ją i wyruszyła do nas. Widziałam Caleba jaki był szczęśliwy. Jego rodzina była w komplecie. Pod pretekstem pójścia do toalety poszłam do sypialni i spakowałam wszystkie swoje rzeczy i napisałam list w którym wszystko wyjaśniłam i wyszłam przez tylne drzwi. Nie mogłam psuć jego szczęścia. Przecież od początku wiedziałam że gdyby nie ta śpiączka to oni byliby razem. Po kilku godzinach przyszedł on do mnie pogadaliśmy, a na koniec pocałował mnie ostatni raz i powiedział że dziękuję że nie robię mu wyrzutów i że rozumiem jego sytuację. Tak o to kolejny rozdział miłosny kończy  się na niczym. Jesteśmy tylko przyjaciółmi aż do dzisiaj. A mamy połowę lutego. Miłość jest chyba nie dla mnie. Dla mnie na zawsze będzie tylko FRIENDZONE. Mój Boże czemu ty mnie tak karzesz. Chyba zostałam do tego stworzona.
No to tyle z tego co się wydarzyło dotychczas. Napiszę jak coś ciekawego wartego opisania się wydarzy, a na razie muszę sobie wszystko poukładać.

środa, 8 lutego 2017

ROZDZIAŁ 21

Drogi pamiętniku od pamiętnej bitwy minęło pół roku. Niewiele się wydarzyło a przynajmniej nic o czym warto wspomnieć. Z jakiś miesiąc temu poznałam fajnego faceta o imieniu Caleb. Dołączył do osady na początku jej istnienia. Od razu złapaliśmy ze sobą dobry kontakt. Na razie spotykamy się i nie spieszymy się z niczym. Aron poznał dziewczynę z którą wziął ślub po pół roku znajomości i wyprowadzili się na Florydę. Za 3 miesiące zostanę babcią. Na początku nikt w to nie mógł uwierzyć ale jednak to się stało. Przypominało nam to wydarzenia z Sagi filmowej o Wampirach pod tytułem "Saga Zmierzch: Przed Świtem część 1" Tyle że ona była wilkołakiem a on wampirem. Wspólnie postanowili że Aron zmieni ją w hybrydę rok po narodzinach dziecka lub jeśli to będzie konieczne zaraz po porodzie. Jak na razie wygląda na to że to będzie wampir bo pochłania duże ilości krwi więc Alison leży w domu i pije cały czas swoją grupę krwi i tak jest od dwóch miesięcy. Dawid poznał 5 miesięcy po naszym rozstaniu dziewczynę o imieniu Spencer z którą razem zamieszkał w północnej Kalifornii. Jesteśmy przyjaciółmi tak jak to już ustaliliśmy. Wychodzimy czasem na kawę lub pełnimy razem wartę. Jest dobrze i mam nadzieję że nic tego nie zmieni. Idę na kolację z Calebem za godzinę więc muszę się uszykować.