KSIĘGA II-ELIJAH
Nie mogłem w to uwierzyć, jeszcze niedawno składaliśmy sobie obietnicę wspólnej wieczności a teraz...ona nie żyje. Odeszła. Jedyna kobieta, która była taka jak ja i która mnie rozumiała i akceptowała w 100%. Wystarczył ułamek sekundy aby jej życie się skończyło. Dookoła trwała wojna, a ja siedziałem na ziemi z moją ukochaną w ramionach. Moi sojusznicy walczyli chroniąc nas przed wrogami. Śmierć Pauliny ich też rozbiła na kawałki ale to nie przeszkodziło im w tym aby dalej walczyć. Muszę wziąć się w garść i pomóc w ocaleniu Wodogrzmotów Cienia. Zaczynam się rozglądać w poszukiwaniu Arona ale nigdzie go nie widzę. Dostrzegam za to Dawida/
-Dawid! Chodź pomóż mi.-wołam go a on podbiega.
-O co chodzi?-pyta.
-Zabierz jej ciało i schowaj za wodospadem, bo inaczej poturbują jej ciało. Po wszystkim wyprawimy jej pogrzeb.
-Dobrze możesz mi zaufać, nic się z nią nie stanie.
Wziął ciało Pauliny na ręce i zniknął. Przystąpiłem do ataku. Byłem w szoku, działała adrenalina. Po moich obu stronach zobaczyłem moje rodzeństwo i przyjaciół Pauliny. Chciałem się odezwać ale dobiegł nas krzyk:
-Odwrót!-to krzyczała Freya
-Zbierzcie rannych i martwych, my zrobimy to samo. Dajmy sobie godzinę!-krzyknął Finn
-Dobrze ale jeden fałszywy ruch i będzie po was!-krzyknąłem w ich stronę.
Oboje kiwnęli głowami i odeszli za mur. Zaczęliśmy się rozglądać. Plac wyglądał jak pobojowisko, dookoła leżały trupy naszych wrogów i przyjaciół. Wyglądało na to ,że to oni ponieśli większe straty niż my. Postanowiłem zwołać radę.
-Uwaga członkowie rady pójdą ze mną do mojego domu, musimy porozmawiać o ponownym ataku i oszacować straty.
Wszyscy ruszyli za mną. Poprzysiągłem zemstę i że pomszczę śmierć Pauliny. Dotrzymam danego jej słowa. Weszliśmy do domu. Rozejrzałem się po zgromadzonych. Wszyscy byli zdruzgotani śmiercią Pauliny. Chciałem jakoś zacząć rozmowę ale wtedy odezwała się zapłakana Amara:
-To moja wina. Gdybym nie dała się obalić Silasowi to Paula nie musiałaby mnie ratować. To wszystko moja wina, jak mogłam dać poświęcić się swojej przyjaciółce jak...
-Przestań tak mówić głupia dziewczyno.-odezwała się Katherine.-Paula zrobiła to co uważała za słuszne i to co zrobiłby każdy z nas gdyby tylko mógł...Uratowała życie swojej przyjaciółce, jej ofiara nie może pójść na marne. Musisz wykorzystać swoje życie jak najlepiej zdołasz. Ona by tego chciała. My musimy ich zaskoczyć, wiedzą że jesteśmy słowni i nie zaatakujemy przed upływem czasu, ale właśnie teraz musimy zaatakować to nasza jedyna szansa. Klaus dobrze wiesz że mam rację.
Wszyscy patrzyliśmy na Katherine ze zdumieniem. Córka na prawdę ją zmieniła.
-Tak, masz rację Katerino. Musimy przygotować plan działania i podzielić się na 4 grupy. Jedna zaatakuje ich od tyłu i tą grupę poprowadzą Kol i Rebekah i Marcel, drugą grupę z lewej strony poprowadzą Elena i Tatia, trzecią grupę z prawej strony poprowadzi Katherine i Amara a ja i Elijah uderzymy na nich od przodu. Będą w potrzasku i nie spodziewają się ataku.-powiedział Klaus
-Jak dla mnie to dobry plan, krótki i prosty w wykonania. Zróbmy to.-powiedziała Elena
-Bonnie, Davina potraficie określić ile osób zdolnych do walki wciąż żyje?-zapytałem.
-Tak dajcie nam chwilę.-odpowiedziała Bonnie i zamknęły oczy. Po chwili odezwała się Davina.
-Było nas 20 tysięcy. a ich dwa razy więcej. Zdolnych do walki zostało 12 tysięcy ludzi. Ich zostało około 8 tysięcy może mniej.
-Ponieśliśmy straty, zdarza się. Ale nie możemy pozwolić żeby śmierć tych ludzi poszła na marne. Musimy zrobić wszystko aby Wodogrzmoty Cienia przetrwały. To nasz dom i obronimy go za wszelką cenę, mam rację?-powiedziała Tatia
-Tak!-krzyknęliśmy wszyscy chórem.
-No to do roboty. Za 10 minut przystępujemy do ataku.-oznajmiłem i wszyscy zaczęli wychodzić i się grupować. Podszedł do mnie Aron.
-Elijah to jest dziennik mojej matki. Chciała abym opisywał w nim swoje życie, ale ja nie potrafię. Myślę że to ty jesteś osobą która powinna to robić, tak więc proszę weź go.-powiedział. Spojrzałem na niego i na dziennik w jego rękach. Tam była cząstka mojej ukochanej.
-Dobrze wezmę go. Będę go gospodarować jak najlepiej.-odpowiedziałem
-Dziękuję a teraz chodźmy. Czas zabić to ścierwo.-powiedział Aron.
-Masz rację idziemy.-odpowiedziałem mu i wyszliśmy.
Moja grupa już się zebrała. Rebekah i Kol rozmawiali z Klausem. Podszedłem do nich.
-To co bracia, kolejna wielka bitwa w której uczestniczymy. Wyjdziemy z tego jeszcze bardziej silni i jeszcze bardziej zjednoczeni.-przemówiła Rebekah.
-Masz szczerą rację droga siostro-powiedziała jej Klaus. i objął ją ręką a ona to odwzajemniła.
-Always and Forever-dodał Kol i dołączył do nich.
-To chyba mamy rodzinny uścisk.-powiedziałem i dołączyłem do rodzeństwa. Patrzyliśmy na sobie w milczeniu. Po chwili powiedzieliśmy razem:
-Always and Forever.
-Dobra czas zabić gnoi.-powiedziałem.
-Zróbmy to.-zafturowała mi Rebekah z uśmiechem.
-Za Paule i Wodogrzmoty Cienia.-dodał Kol
-Do roboty.-dodał na koniec Klaus.
Rebekah i Kol dołączyli do swojej grupy, a ja i Klaus do swojej. W myślach usłyszałem głos Bonnie:
-Osłaniamy was czarami. Kol, Rebekah i Marcel ruszyli.-słyszałem je głos.-Teraz ruszyły jednocześnie grupy Eleny i Tatii oraz Katherine i Amary. Zaatakujcie kiedy będą chcieli wbiec do osady.
Na tym skończyła mówić. Przekazałem Klausowi wszystko. Po chwili do osady wleciało nasze rodzeństwo z rodzicami i ciotką a za nimi nasza kuzynka, Silas i niedobitki ich armii, wszyscy cali we krwi. Ruszyliśmy na nich. Zaczęła się ostateczna część tej bitwy. Wszyscy walczymy zaciekle. nikt nie chce zginąć. Zauważyłem że przedzierają się do nas Rebekah, Kol, Marcel, Elena, Tatia, Katherine, Amara, Dawid i Aron. wszyscy stanęliśmy w jednej linii gotowi do ataku. Na przeciwko nas stanęli Finn, Freya, Esther, Michael, Dhalia, Alex i Silas. Wszyscy byliśmy cali we krwi. Dookoła nas walczyły nasze armie. Nasza zdecydowanie wygrywała. Mieliśmy już atakować kiedy zobaczyliśmy że z lewej strony biegnie Della ze swoimi ludźmi. Kompletnie o nich zapomnieliśmy. Ale gdzie oni byli przez cały ten czas? Mniejsza z tym. Teraz nasze szanse jeszcze bardziej wzrosły. Gdy się zbliżyli to zaatakowali nas zamiast naszych wrogów. Freya wydawała się zadowolona.
-Nie spodziewaliście się tego co? Oni od początku byli podstawieni. Bracia Pauliny i Dawida zdradzili was bez wahania. Oczywiście musiałam ich do tego zmusić czarami ale nie musiałam się starać zbyt długo. Szybko ulegli. Sprowadzili Dellę i resztę i tak o to zyskaliśmy nowych sojuszników.-odezwała się Freya z zadowoleniem w głosie.
-A gdzie to się podziewa Paula?-zapytał Finn.
-Nie twoja sprawa zdrajco!-warknęła Rebekah.
-Trochę szacunku dla brata.-syknęła Esther.
-Mówi to kobieta która zabiła swoje dzieci-odezwał się Klaus.
-Tobie wyszłaby śmierć na dobre mieszańcu!-odezwał się Michael
-Zamknij się ojcze. Twoje zdanie nikogo nie obchodzi.-warknąłem.
-Jak śmiesz Elijah...-zaczął ojciec.
-Dajcie se siana. To jest walka czy piknik rodzinny.-odezwała się Dhalia.
-Przyznam rację tej kobiecie.-odezwała się Katherine.-Mdli mnie już od tego.
Wypowiedziawszy te słowa Katherine rzuciła się na Alex i tak oto walka zaczęła się na dobre. Każdy walczył tak jak najlepiej potrafił. Finn nie był zbyt dobry w walce więc szybko sprowadziłem go do parteru. Gdy już miałem go zabić poczułem silny ból w głowie. To musiała być Freya. Po chwili ból minął. Zobaczyłem że nadchodzą wiedźmy by nas chronić. Ponowiłem więc próbę zabicia Finna.
-To za Paulinę.-wyszeptałem mu do ucha. Tym razem już nikt go nie uratował. Wyrwałem mu serce i rzuciłem matce w twarz. Ta zobaczywszy to straciła czujność co wykorzystała Elena i zabiła Esther Mikaelson. Ojciec i Freya zawyli z wściekłości. Freya ruszyła na Elenę a ojciec na mnie. Walczyliśmy jak równy z równym. Po chwili Klaus przejął naszego ojca. Mógł teraz zemścić się po raz drugi. Zobaczyłem że Freya powaliła Elenę. Postanowiłem jej pomóc. Rzuciłem Freyę na ziemię.
-Dalej no zrób to słyszysz? Zabij mnie żebym mogła dołączyć do brata i więcej nie będę musiała oglądać was.-wykrzyczała mi w twarz.
-Freyo nie, nie poddawaj się. Walcz!-krzyknął ojciec. Spojrzałem na niego. Klęczał przed Klausem a ten trzymał rękę prawdopodobnie na jego sercu. Chwilę później ojciec leżał bez życia na ziemi. Klaus podszedł do Freyi i wytarł jej twarz sercem naszego ojca.
-Jakieś ostatnie słowo siostro?-zapytał z pogardą Klaus.
-Tak, smażcie się w piekle.-odpowiedziała.
-Super a teraz bracie przestań się rozczulać i zabij wreszcie tą zdrajczynię. Niech dołączy do naszych rodziców oraz brata.
Nie czekając ani chwili zabiłem naszą siostrę wyrywając jej serce. Klaus podał mi rękę, żeby pomóc mi wstać. Rozejrzeliśmy się. Walka dobiegała już końca. Tylko nieliczni jeszcze z nami walczyli Dhalia, Alex i Silas walczyli z Katherine Amarą, Rebeką, Kolem, Marcelem, Tatią i Eleną. Byli najsilniejsi więc nic dziwnego, że tyle osób musiało z nimi walczyć. Zobaczyłem, że w ich stronę zbliżają się Qetsia, Bonnie i Davina. Po chwili Silas, Dhalia i Alex klęczeli przed nimi. Katherine stanęła za Alex, Amara za Silasem, a Kol za Dhalią. Włożyli im ręce w ciało i chwilę później trzymali ich serca w dłoni, a ciała wrogów leżały bez życia u ich stóp. To już jest koniec. Nasi wrogowie upadli. Nasze straty wiedźmy oszacowały na 9000 ludzi, czyli przeżyło 11000 walczących. Nie jest źle. Postanowiliśmy spalić wrogów, a naszych wojowników zakopać w grobie masowym. Paulina miała dostać osobny grób i nikt nie protestował. Wszyscy szukaliśmy ciał braci Pauli i Dawida, niestety bezskutecznie. Bonnie za pomocą magii ustaliła, że leża oni martwi gdzieś na obrzeżach Nowego Orleanu. Wypuściłem ludzi z bunkra. Rodziny się połączyły, a inni opłakiwali swoich zmarłych bliskich. Udało nam się. Ocaliliśmy Wodogrzmoty Cienia. Moje rodzeństwo podeszło do mnie i złączyliśmy się w uścisku.
-Elijah razem z Klausem i Kolem postanowiliśmy tutaj zostać. Jesteśmy tu wśród swoich i każdy ma tu kogoś na kim mu zależy. Zostaniesz z nami czy odejdziesz?-zapytała Rebekah.
-Zostanę tu z wielką przyjemnością.-odpowiedziałem bez zastanowienia. Od teraz Wodogrzmoty Cienia były domem moim i tysięcy innych nadnaturalnych ludzi. Tworzymy jedną wielką rodzinę.
Tak o to drogi pamiętniku zakończyła się największa jak dotąd wojna istot nadnaturalnych. Myślę, że nie może nas spotkać już nic gorszego. Od teraz każdy z nas spróbuje ułożyć sobie życie na nowo. W moim przypadku trochę czasu musi upłynąć zanim znów się zwiążę z jakąś kobietą. Kto wie może los znowu połączy mnie z Tatią lub Katherine?
-To moja wina. Gdybym nie dała się obalić Silasowi to Paula nie musiałaby mnie ratować. To wszystko moja wina, jak mogłam dać poświęcić się swojej przyjaciółce jak...
-Przestań tak mówić głupia dziewczyno.-odezwała się Katherine.-Paula zrobiła to co uważała za słuszne i to co zrobiłby każdy z nas gdyby tylko mógł...Uratowała życie swojej przyjaciółce, jej ofiara nie może pójść na marne. Musisz wykorzystać swoje życie jak najlepiej zdołasz. Ona by tego chciała. My musimy ich zaskoczyć, wiedzą że jesteśmy słowni i nie zaatakujemy przed upływem czasu, ale właśnie teraz musimy zaatakować to nasza jedyna szansa. Klaus dobrze wiesz że mam rację.
Wszyscy patrzyliśmy na Katherine ze zdumieniem. Córka na prawdę ją zmieniła.
-Tak, masz rację Katerino. Musimy przygotować plan działania i podzielić się na 4 grupy. Jedna zaatakuje ich od tyłu i tą grupę poprowadzą Kol i Rebekah i Marcel, drugą grupę z lewej strony poprowadzą Elena i Tatia, trzecią grupę z prawej strony poprowadzi Katherine i Amara a ja i Elijah uderzymy na nich od przodu. Będą w potrzasku i nie spodziewają się ataku.-powiedział Klaus
-Jak dla mnie to dobry plan, krótki i prosty w wykonania. Zróbmy to.-powiedziała Elena
-Bonnie, Davina potraficie określić ile osób zdolnych do walki wciąż żyje?-zapytałem.
-Tak dajcie nam chwilę.-odpowiedziała Bonnie i zamknęły oczy. Po chwili odezwała się Davina.
-Było nas 20 tysięcy. a ich dwa razy więcej. Zdolnych do walki zostało 12 tysięcy ludzi. Ich zostało około 8 tysięcy może mniej.
-Ponieśliśmy straty, zdarza się. Ale nie możemy pozwolić żeby śmierć tych ludzi poszła na marne. Musimy zrobić wszystko aby Wodogrzmoty Cienia przetrwały. To nasz dom i obronimy go za wszelką cenę, mam rację?-powiedziała Tatia
-Tak!-krzyknęliśmy wszyscy chórem.
-No to do roboty. Za 10 minut przystępujemy do ataku.-oznajmiłem i wszyscy zaczęli wychodzić i się grupować. Podszedł do mnie Aron.
-Elijah to jest dziennik mojej matki. Chciała abym opisywał w nim swoje życie, ale ja nie potrafię. Myślę że to ty jesteś osobą która powinna to robić, tak więc proszę weź go.-powiedział. Spojrzałem na niego i na dziennik w jego rękach. Tam była cząstka mojej ukochanej.
-Dobrze wezmę go. Będę go gospodarować jak najlepiej.-odpowiedziałem
-Dziękuję a teraz chodźmy. Czas zabić to ścierwo.-powiedział Aron.
-Masz rację idziemy.-odpowiedziałem mu i wyszliśmy.
Moja grupa już się zebrała. Rebekah i Kol rozmawiali z Klausem. Podszedłem do nich.
-To co bracia, kolejna wielka bitwa w której uczestniczymy. Wyjdziemy z tego jeszcze bardziej silni i jeszcze bardziej zjednoczeni.-przemówiła Rebekah.
-Masz szczerą rację droga siostro-powiedziała jej Klaus. i objął ją ręką a ona to odwzajemniła.
-Always and Forever-dodał Kol i dołączył do nich.
-To chyba mamy rodzinny uścisk.-powiedziałem i dołączyłem do rodzeństwa. Patrzyliśmy na sobie w milczeniu. Po chwili powiedzieliśmy razem:
-Always and Forever.
-Dobra czas zabić gnoi.-powiedziałem.
-Zróbmy to.-zafturowała mi Rebekah z uśmiechem.
-Za Paule i Wodogrzmoty Cienia.-dodał Kol
-Do roboty.-dodał na koniec Klaus.
Rebekah i Kol dołączyli do swojej grupy, a ja i Klaus do swojej. W myślach usłyszałem głos Bonnie:
-Osłaniamy was czarami. Kol, Rebekah i Marcel ruszyli.-słyszałem je głos.-Teraz ruszyły jednocześnie grupy Eleny i Tatii oraz Katherine i Amary. Zaatakujcie kiedy będą chcieli wbiec do osady.
Na tym skończyła mówić. Przekazałem Klausowi wszystko. Po chwili do osady wleciało nasze rodzeństwo z rodzicami i ciotką a za nimi nasza kuzynka, Silas i niedobitki ich armii, wszyscy cali we krwi. Ruszyliśmy na nich. Zaczęła się ostateczna część tej bitwy. Wszyscy walczymy zaciekle. nikt nie chce zginąć. Zauważyłem że przedzierają się do nas Rebekah, Kol, Marcel, Elena, Tatia, Katherine, Amara, Dawid i Aron. wszyscy stanęliśmy w jednej linii gotowi do ataku. Na przeciwko nas stanęli Finn, Freya, Esther, Michael, Dhalia, Alex i Silas. Wszyscy byliśmy cali we krwi. Dookoła nas walczyły nasze armie. Nasza zdecydowanie wygrywała. Mieliśmy już atakować kiedy zobaczyliśmy że z lewej strony biegnie Della ze swoimi ludźmi. Kompletnie o nich zapomnieliśmy. Ale gdzie oni byli przez cały ten czas? Mniejsza z tym. Teraz nasze szanse jeszcze bardziej wzrosły. Gdy się zbliżyli to zaatakowali nas zamiast naszych wrogów. Freya wydawała się zadowolona.
-Nie spodziewaliście się tego co? Oni od początku byli podstawieni. Bracia Pauliny i Dawida zdradzili was bez wahania. Oczywiście musiałam ich do tego zmusić czarami ale nie musiałam się starać zbyt długo. Szybko ulegli. Sprowadzili Dellę i resztę i tak o to zyskaliśmy nowych sojuszników.-odezwała się Freya z zadowoleniem w głosie.
-A gdzie to się podziewa Paula?-zapytał Finn.
-Nie twoja sprawa zdrajco!-warknęła Rebekah.
-Trochę szacunku dla brata.-syknęła Esther.
-Mówi to kobieta która zabiła swoje dzieci-odezwał się Klaus.
-Tobie wyszłaby śmierć na dobre mieszańcu!-odezwał się Michael
-Zamknij się ojcze. Twoje zdanie nikogo nie obchodzi.-warknąłem.
-Jak śmiesz Elijah...-zaczął ojciec.
-Dajcie se siana. To jest walka czy piknik rodzinny.-odezwała się Dhalia.
-Przyznam rację tej kobiecie.-odezwała się Katherine.-Mdli mnie już od tego.
Wypowiedziawszy te słowa Katherine rzuciła się na Alex i tak oto walka zaczęła się na dobre. Każdy walczył tak jak najlepiej potrafił. Finn nie był zbyt dobry w walce więc szybko sprowadziłem go do parteru. Gdy już miałem go zabić poczułem silny ból w głowie. To musiała być Freya. Po chwili ból minął. Zobaczyłem że nadchodzą wiedźmy by nas chronić. Ponowiłem więc próbę zabicia Finna.
-To za Paulinę.-wyszeptałem mu do ucha. Tym razem już nikt go nie uratował. Wyrwałem mu serce i rzuciłem matce w twarz. Ta zobaczywszy to straciła czujność co wykorzystała Elena i zabiła Esther Mikaelson. Ojciec i Freya zawyli z wściekłości. Freya ruszyła na Elenę a ojciec na mnie. Walczyliśmy jak równy z równym. Po chwili Klaus przejął naszego ojca. Mógł teraz zemścić się po raz drugi. Zobaczyłem że Freya powaliła Elenę. Postanowiłem jej pomóc. Rzuciłem Freyę na ziemię.
-Dalej no zrób to słyszysz? Zabij mnie żebym mogła dołączyć do brata i więcej nie będę musiała oglądać was.-wykrzyczała mi w twarz.
-Freyo nie, nie poddawaj się. Walcz!-krzyknął ojciec. Spojrzałem na niego. Klęczał przed Klausem a ten trzymał rękę prawdopodobnie na jego sercu. Chwilę później ojciec leżał bez życia na ziemi. Klaus podszedł do Freyi i wytarł jej twarz sercem naszego ojca.
-Jakieś ostatnie słowo siostro?-zapytał z pogardą Klaus.
-Tak, smażcie się w piekle.-odpowiedziała.
-Super a teraz bracie przestań się rozczulać i zabij wreszcie tą zdrajczynię. Niech dołączy do naszych rodziców oraz brata.
Nie czekając ani chwili zabiłem naszą siostrę wyrywając jej serce. Klaus podał mi rękę, żeby pomóc mi wstać. Rozejrzeliśmy się. Walka dobiegała już końca. Tylko nieliczni jeszcze z nami walczyli Dhalia, Alex i Silas walczyli z Katherine Amarą, Rebeką, Kolem, Marcelem, Tatią i Eleną. Byli najsilniejsi więc nic dziwnego, że tyle osób musiało z nimi walczyć. Zobaczyłem, że w ich stronę zbliżają się Qetsia, Bonnie i Davina. Po chwili Silas, Dhalia i Alex klęczeli przed nimi. Katherine stanęła za Alex, Amara za Silasem, a Kol za Dhalią. Włożyli im ręce w ciało i chwilę później trzymali ich serca w dłoni, a ciała wrogów leżały bez życia u ich stóp. To już jest koniec. Nasi wrogowie upadli. Nasze straty wiedźmy oszacowały na 9000 ludzi, czyli przeżyło 11000 walczących. Nie jest źle. Postanowiliśmy spalić wrogów, a naszych wojowników zakopać w grobie masowym. Paulina miała dostać osobny grób i nikt nie protestował. Wszyscy szukaliśmy ciał braci Pauli i Dawida, niestety bezskutecznie. Bonnie za pomocą magii ustaliła, że leża oni martwi gdzieś na obrzeżach Nowego Orleanu. Wypuściłem ludzi z bunkra. Rodziny się połączyły, a inni opłakiwali swoich zmarłych bliskich. Udało nam się. Ocaliliśmy Wodogrzmoty Cienia. Moje rodzeństwo podeszło do mnie i złączyliśmy się w uścisku.
-Elijah razem z Klausem i Kolem postanowiliśmy tutaj zostać. Jesteśmy tu wśród swoich i każdy ma tu kogoś na kim mu zależy. Zostaniesz z nami czy odejdziesz?-zapytała Rebekah.
-Zostanę tu z wielką przyjemnością.-odpowiedziałem bez zastanowienia. Od teraz Wodogrzmoty Cienia były domem moim i tysięcy innych nadnaturalnych ludzi. Tworzymy jedną wielką rodzinę.
Tak o to drogi pamiętniku zakończyła się największa jak dotąd wojna istot nadnaturalnych. Myślę, że nie może nas spotkać już nic gorszego. Od teraz każdy z nas spróbuje ułożyć sobie życie na nowo. W moim przypadku trochę czasu musi upłynąć zanim znów się zwiążę z jakąś kobietą. Kto wie może los znowu połączy mnie z Tatią lub Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz