sobota, 23 grudnia 2017

ROZDZIAŁ 26

Nie wiem jak długo byłam nieprzytomna. Kiedy się obudziłam to dookoła było ciemno i tylko mała latarnia dawała niewiele światła, lecz wystarczająco dużo abym zobaczyła swoich przyjaciół. Byli tak jak ja przywiązani do drewnianych słupów. Poza nami było tu chyba jeszcze ze 20 osób. Musieli nas zamknąć w jakiejś piwnicy.
-Zobaczcie kto to się w końcu obudził.-usłyszałam głos Klausa.
-O mój boże jak dobrze że nic ci nie jest.-odparła Rebeka-już myślałam że ciebie zabili.
-Nie jestem taka słaba na jaką wyglądam.-odparłam-Au! Moja głowa pęka, musiałam nieźle uderzyć głową podczas upadku od wybuchu.
-Raczej dostałaś w tył głowy tak jak cała reszta.-odezwała się Elena której nie zauważyłam i jak się okazało była przywiązana tuż za mną.
-O mój boże Elena Tatia Amara czy nic wam nie jest?-spytałam
-Nie jesteśmy całe.-odpowiedziały razem.
-Czy ktoś wie gdzie jesteśmy?-zapytała Tatia
-Razem z moim rodzeństwem podejrzewamy że może to być loch w naszej starej posiadłości nad rzeką Missisipi na skraju Nowego Orleanu.-odparł Elijah.
-No dobrze ale po co nas schwytano? Po co jesteśmy im potrzebni? Jak udało im się nas tak łatwo osłabić? Wie ktoś kim oni wogóle są?-zaczęła pytać Rebeka.
-To Trix-usłyszałam nieznajomy głos z głębi lochu, najprawdopodobniej młodej dziewczyny.
-Kto tu jeszcze jest?-zapytałam od razu. W tej samej chwili rozległy się odgłosy szurania po ziemi. Szli ku nam nieznani ludzie. Kiedy podeszli do światła zobaczyłam że cieleśnie to młodzi ludzie najprawdopodobniej istoty nadnaturalne zmienione w młodym wieku.
-Jestem Della a to(wskazała na dwie dziewczyny po swojej prawej stronie) moje przyjaciółki Kate i Amanda oraz reszta naszych towarzyszy. Jesteśmy ostatnim żywym bastionem, a raczej jego resztkami, którzy bronili Wodogrzmotów Cienia ok. 100 lat temu.-odpowiedziała śmielej już blond włosa dziewczyna o azjatyckiej urodzie.
-Co ale przecież nasza osada została założona całkiem niedawno i...
-Tak wszyscy mieliście myśleć. Kiedy wiedzieliśmy że jesteśmy po przegranej stronie napisaliśmy list do tych co go znajdą i poinstruowaliśmy jak zacząć tam wszystko od nowa tak jakby nigdy nic tam nie było. Jak widać udało się.-powiedziała Della.
-Ale po co?-zapytała Amara.
-Po to żeby nowi osadnicy czuli się bezpiecznie i nie musieli obawiać się o swoje życia.
-No dobrze. Jak przeżyliście? Jak was schwytano?-zagaił po raz pierwszy Kol.
-Otoczyli dom w którym się schowaliśmy i wrzucili granaty z werbeną i potem obudziliśmy się tutaj. Z wami zrobili to samo sądząc po stanie w jakim tu trafiliście. Od razu was opatrzyliśmy i odsunęliśmy się aby was obserwować i dowiedzieć kim jesteście. Z tego co wiemy to z naszego bastionu łącznie z nami przeżyło ok. 50 osób. Rozdzielono nas i nie powiedziano nam do czego nas potrzebują. Karmią nas raz na dzień ludzką krwią. każdy dostaje dwie paczki ze szpitala.
-Dobrze to już coś wiemy. Możecie nas rozwiązać?-zapytał Klaus.
-Podeszła do nas Kate i wszystkich rozwiązała.
-Dziękujemy-powiedziałam a dziewczyna odpowiedziała szerokim uśmiechem.
Kiedy się podnieśliśmy usłyszeliśmy że ktoś do nas schodzi. Drzwi otworzyły się z hukiem. Della i jej towarzysze wrócili na swoje miejsce od razu. Staliśmy tylko ja Pierwsi i sobowtóry, a naprzeciwko nas mężczyzna i dwie kobiety.
-No proszę cała drużyna w komplecie-odezwał się mężczyzna.
-Finn bracie cóż za spotkanie. Szkoda że po raz kolejny chcesz zabić swoją rodzinę.-odrzekł Klaus.
-Pff rodzina...dobre sobie. Od zawsze byłem odrzutkiem. Nie czułem się częścią was. Dla mnie rodziną była tylko moja starsza siostra Freya która została zabrana przez naszą złą ciotkę Dalię, siostrę naszej matki. Freyo poznaj swoje rodzeństwo.-powiedział z pogardą Finn.
Wtedy dziewczyna po jego prawej stronie wkroczyła w światło. Była tego samego wzrostu co Rebeka i miała takie same blond włosy tyle że krótkie.
-Witajcie. Cóż to za spotkanie. Wiecie chciałam przygotować jakąś kolacje ale Finn powiedział że to strata czasu.-powiedziała chłodno.
-Czemu teraz...Czemu po tak długim czasie dopiero teraz zdecydowałaś się ujawnić i to jeszcze stając przeciwko nam. Jak śmiesz?-wybuchnęła Rebeka zaczynając iść w jej kierunku.
-Cofnij się siostro bo zrobię ci krzywdę.-odparła
-Jeszcze żaden wampir nie dał mi rady. Zwłaszcza kiedy jestem wściekła!-krzyknęła i rzuciła się na Freyę a ta zatrzymała ją jednym ruchem ręki.
-Nigdy nie powiedziałam że jestem wampirem.-prychnęła i rzuciła nią o ścianę. Tatia i Amara podbiegły do niej a Elena i bracia stanęli przy mnie.
-Wiedźma.-powiedział Klaus-Tak jak nasza matka. Ale jakim cudem przeżyłaś tyle lat?
-Stara magia naszej ciotki.-powiedziała
-Dobra dosyć już tych ceregieli chyba o kimś tu zapomnieliście.-usłyszałam głos, ten głos, mój głos ale jednak nie mój. Myślałam że już nigdy go nie usłyszę ani nie zobaczę jego właścicielki. A jednak stała teraz ona własnie przede mną, po ponad 120 latach.
-Katherine...-syknęłam.
-Też się cieszę że cie widzę Paulino.-odparła nonszalancko Katherine.
-Chwila chwila to chyba jakaś kpina. To jest Katherine Pierce? Ta sławna Katherine Pierce która przechytrzyła samego diabła? Ona jest kolejnym sobowtórem?-powiedziała z niedowierzaniem Elena
-Tak to ja we własnej osobie. Czyżbyś była tym faktem zaskoczona?
-Trochę tak. Czy wszystkie Petrovy są nieśmiertelne?
-Nie niestety nie sprawdziłam się jako matka i moja córka wampirzyca kiedy tylko mnie odnalazła to po paru miesiącach już była martwa więc nie każdy jest taki twardy jak my drogie panie.
-Ale jak? Jakim cudem żyjesz skoro Paulina i jej rodzina cię zabili ponad 100 lat temu?-spytała Tatia. Dopiero teraz zauważyłam że ja i reszta sobowtórów stoimy przed wszystkimi twarzą w twarz z Katherine.
-Freya zrobiła jakieś Hokus Pokus i zabiła diabła a na jego miejsce weszłam ja, także mogę być i tu i w piekle skąd w każdej chwili mogę ściągnąć inne istoty nadnaturalne. To takie piekło  dla ludzi naszego pokroju.
-No proszę nawet piekło cię nie zniszczyło-wtrącił Elijah. Usłyszałam jak serce jego i Katherine zabiły szybciej gdy na siebie spojrzeli, ta para jeszcze coś do siebie czuła.
-Jak widać jestem prawdziwą nieśmiertelną.
-Dobra dosyć tego.-odezwał się Finn.-Jesteśmy Trix i mamy pod sobą ogromną armię. Nikt już was nie uratuje. Dopiero teraz poznacie co to jest prawdziwe piekło, ból i cierpienie.
Wtedy stało się coś nieoczekiwanego. W jednej chwili Finn ze skręconym karkiem leżał u moich stóp, Freya została odrzucona w tył lochu i ogłuszona straciła przytomność a Katherine uciekła do piekła przez wyrwę którą otworzyła jakimś sztyletem. W drzwiach lochu stały dwie kobiety, wiedźmy.
-Davina!-krzyknął uradowany Kol i podbiegł do dziewczyny i przytulił ją do siebie po czym namiętnie pocałował.
-Bonnie!-krzyknęła Elena i podbiegła uściskać najprawdopodobniej swoją przyjaciółkę.
-No proszę wiedźma Bennett cieszę się że ciebie widzę.-rzekł Klaus z lekkim uśmiechem.
-Zrobiłam to dla Eleny.a nie dla ciebie-odparła wiedźma.
-Ależ naturalnie.
-No dobrze chodźmy musimy stąd uciekać i wracać do Wodogrzmotów Cienia.-powiedziała Davina.
-Czekaj a co z Dellą i ostatnim bastionem? Nie możemy ich tu tak zostawić.
-Pójdziemy z wami ale musicie uwolnić resztę.-powiedziała Della zza moich pleców. Aż podskoczyłam na dźwięk jej głosu za mną. Jeszcze chwile temu jej tam nie było.
-Wszyscy już dawno uciekli dzięki nam. A teraz chodźmy zanim oni się obudzą.-powiedziała Bonnie
Pobiegliśmy ile sił w nogach i chwile później wiedźmy teleportowały nas do osady. Wróciłam do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz